Tosia..
W moim brzuchu mieszka mała dziewczynka. Gdy wróciwszy od lekarza przekazałam tą wiadomość Miśkowi, skulił się i schował pod kołdrę. Zupełnie nie wiem dlaczego! Kiedyś wspominał, że fajnie było mieć dwie dziewczyny na raz ;) więc już niedługo będzie je miał.. w domu! I nawet nie będzie musiał przed nikim ukrywać tego faktu hi hi hi.
Mała kruszynka dostanie imię Antonina. Nie wszystkim w rodzinie się to nie podoba, ale mam to w nosie! Wkurza mnie tylko opinia, że skrzywdzimy dziecko imieniem – cóż to w ogóle za stwierdzenie? Bezsens jakiś…
Tosia ma 600g i rozwija się prawidłowo. Rusza swoimi łapeczkami, czasem wypycha się pupą do góry – to ma po mnie z całą pewnością :)
Gdy budzę się rano to czuję jak się przeciąga, rozpycha malutkie łokcie, fika nóżkami.. wierci się i kręci. Później budzi się Misiek i zaczynamy rozmawiać. Wtedy Tosia przestaje się ruszać. Myślę, że nas słucha…
fasolka czy groszek?
Jeszcze nie znam płci mojego maluszka. Właściwie nic o nim nie wiem. Można powiedzieć, że bardziej czuję niż wiem cokolwiek. Dawniej zastanawiało mnie jak to możliwe, że dwa zupełnie różne organizmy działają wspólnie? Jak to jest, że organizm matki nie odrzuca dziecka jako “ciała obcego”? W końcu jego organizm różni się od mojego totalnie wszystkim! A jednak jest i rośnie i się rozwija. Natura wymyśliła to sobie sprytnie :)
Zastanawiam się też często jaki będzie. Naturalnie wiele rzeczy zależy od wpływu środowiska, ale część z nich przecież się dziedziczy. Choćby temperament, zdolności, cechy charakteru nie mówiąc o wyglądzie. Czy będzie mieć niebieskie oczy jak tato czy brązowe jak mama? Czy będzie wysoki po tacie czy niski po mamie, ładne nogi po obojgu czy raczej odziedziczy inny kształt po jakichś przodkach? :) Czy będzie mieć mały czy duży nos, długie czy krótkie rzęsy, włosy proste czy kręcone? Czy będzie spokojny po rodzicach czy nerwowy po dziadkach? Czy będzie miał zdolności muzyczne po mamie czy ich brak po tacie? :) Czy będzie miał równie ładne pismo jak my? Czy będzie uparty jak tato i obrażalski jak mama? Takie rzeczy ciekawią chyba wszystkich przyszłych rodziców.
Jest jeszcze jedna rzecz równie ważna do tego, co dziecko dostanie od nas w genach, a mianowicie jak sprawdzimy się w roli rodziców? Jakie będzie nasze wychowanie? Tego przekonamy sie dopiero po latach.. Gdy tak sobie pomyślę to śmiać mi się chce, że nasze maleństwo będzie mieć szczególnie przechlapane – będzie go wychowywać dwoje pedagogów :) Nie jakichśtam nauczycieli z przyśpieszonym kursem psychologiczno-pedagogicznym a pedagogów pełną – rzec można – gębą ;)
Zastanawiam się nad własnym dzieciństwem i tym, co w nim było super, a co niekoniecznie rewelacyjne. Nie da się chyba w 100% wyeliminować szkodliwych wpływów wychowawczych będąc nawet super-świadomym rodzicem-wychowawcą. Nikt nie jest przecież wszechwiedzący i nieomylny. Szczególnie jeśli w grę wchodzą emocje, a jest to najsilniejszy czynnik działający w rodzinie. Pewnie przekonam się już w praktyce, że ta cała teoria idzie w las w obliczu prawdziwego życia. Mam jednak nadzieję, że sprawdzę się w roli rodzica, który powinien być kochający, ale i umiec wymagać. Powinien potrafić widzieć więcej niż to, co na zewnątrz, powinien byc empatyczny, ale i stanowczy. Eh..
Tak jak mówiłam – rachunek z wychowania dzieci wystawi się sam za kilkanascie lat a nam pozostaje tylko starać się jak najlepiej spełniać tą rolę. Póki co jednak muszę nastroić się pozytywnie do porodu, wstawania w nocy i znoszenia płaczu, permanentnego zmęczenia i tego wszystkiego, co z małymi dzieciątkami się wiąże. Czy jestem na to gotowa? Chyba tak.. Tak. Jestem. I bardzo się cieszę, że mnie to wszystko czeka :)
wiercipiętka
Się wierci :) w brzuchu. Na zewnątrz jeszcze tego nie czuć, Misiek nie czuje. Ja za to, gdy ułożę się wygodnie i poleżę chwilę spokojnie – tak, by zrelaksować ciało i nie powodować żadnego napięcia, gdy położę rękę w tym miejscu co trzeba to czuję – od środka – jak małe się rusza. Co za śmieszne uczucie! :)
Oblewa mnie wtedy fala wzruszenia i dumy. Zastanawiam się też jak mu tam jest. Coraz bardziej doskonalą się jego zmysły. Z całą pewnością słyszy już a więc namawiam Misia, żeby do niego mówił. Miś jeszcze trochę się wstydzi chyba czy krępuje tak mówić do brzucha, ale może przełamie ten dziwny opór po następnym USG? Pan doktor się zgodził, żeby Misiek przyszedł ze mną – bo to na prawdę warto zobaczyć na własne oczy jak małe rusza rączkami i fika koziołki. “Niezły akrobata” – powiedział ostatnio pan doktor.
Tak więc leżę czasem i myślę co tam w małej główce się dzieje. Jak się ma moje maleństwo, czy mu wygodnie i czy dobrze się czuje. Naturalnie zastanawiam się też czy wszystko jest z nim w porządku – czy prawidłowo się rozwija.. chyba każda matka się nad tym zastanawia i każda myśli o tym z odrobiną niepokoju.
Staram się też sprawić, ażeby te wakacje w brzuchu były czasem jak najlepszym dla dzidzi. Zauważyłam, że maleństwo źle reaguje na skoczną wesołą muzykę reggae, jaką dotąd słuchała mama. Woli stonowany jazz czy chillout – te upodobania ma chyba po tacie :) Lubi też fotel bujany, ale nie lubi prasowania. Zatem rosną nam sterty rzeczy do wyprasowania i cóż poradzić?
Jest dziś dosyć duszno. Chętnie poszłabym już do domu.
zapachy
To normalne, że w ciąży czuje się zapachy o wiele wyraźniej niż nie-w-ciąży ;) jakoś tak to jest wymyślone – podobno szalejące w organizmie hormony tak działają. I fakt: potrafię wyczuć, stojąc na klatce schodowej, że sąsiadka z mieszkania obok do sosu dodała groszku zielonego, a Misiek kilka godzin temu w pracy zapalił sobie papieroska. Czasami ta zdolność przyprawia mnie o ból głowy, bo – wiadomo – nie wszystkie zapachy teraz toleruję. Tak czy siak mogę poczuć się trochę jak bohater “pachnidła” :)
Odkryłam ostatnio dwa zapachy, które wprawiają mnie w absolutnie dobry nastrój – nie tylko dlatego, że mi się podobają, ale też dlatego, że przypominają mi coś… coś, co trudno określić, ale od tego czegoś momentalnie na duszy robi się błogo. Pierwszy zapach bierze się z miętowej pianki do golenia GILLETTE , którą podkradłam ostatnio Miśkowi. Wycisnęłam odrobinę na dłoń i od razu odleciałam w krainę wspomnień, których nie da się nazwać, lecz które powodują, że robi się lekko na duszy. Pianka pachnie dokładnie tak jak moje pierwsze miłości :D pierwsze zauroczenia i pierwsze szalejące w duszy emocje.
Drugi zaś zapach to żel ULGANOL na ukąszenia owadów. Kupiłam go dziś rano w aptece i na sam widok tubki zrobiło mi się miło. Ten żel z kolei pachnie tak jak wakacje w Bieszczadach: ogniska, łódki, papieroski :) podobne uczucia pojawiają się w związku z białą papryką, która ostatnio króluje na moich kanapkach.
Dziwaczne to trochę, wiem, ale nie widzę nic w tym złego, zeby pozwalać sobie na takie drobne przyjemności!:D
Było sobie życie
Nie odpuszczam Miśkowi w uświadamianiu ojcostwa. Na razie znosi to dzielnie, chyba nawet trochę się angażuje! Albo robi sobie ze mnie żarty – tego już jakoś nie umiem rozpoznać ;) enyłej…
Drugi odcinek z serii “Było sobie życie” opowiada o narodzinach (tak też jest zatytułowany). Oglądnęliśmy go razem wręcz uroczyście (ta uroczystość to był mój pomysł oczywiście;)
Prawdę powiedziawszy jednak nie tyle na Fasolce tym razem chcę się skupić (na prawdę!;) co na samej bajce. Pamiętam, że oglądałam ją dawno temu i byłam nią po prostu zachwycona! W bardzo przystępny sposób opowiedziana jest w niej historia dotycząca organizmu – mechanizmy funkcjonowania człowieka od strony biochemicznej. Po prostu rewelacja! Myślę, że moja dziecięca fascynacja tą bajką nie pozostała bez wpływu na moje biologiczne zainteresowania. Do dziś pamiętam co to jest biosynteza białek, choć od matury minęło już 5 lat i na tymże egzaminie moja przygoda z biologią w sensie tym naukowym zakończyła się definitywnie (nie liczę przedmiotów na studiach, które tematu dotykały jakoś tak bardzo powierzchownie – moim zdaniem – i nie dowiedziałam się na nich nic więcej, czego nie wiedziałabym wcześniej).
Tak więc gorąco polecam! Myślę, że każdy, kto choć raz zetknął się z tą bajką, poprze moją fascynację bez dwóch zdań! :)
