Fasolka czy Groszek?

30 maj 2009 at 3:51 pm (fasolka)

O tym dowiemy się dopiero za kilka miesięcy choć przypuszczam, że to raczej Groszek jest – mimo wszystko. Fasolką nazywam go dlatego, że wyglądem swoim – teraz – przypomina właśnie fasolkę :)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

tatusiowie?

30 maj 2009 at 3:47 pm (fasolka, filozofia codzienności)

Z okazji pojawienia się informacji o Fasolce rozkwitła fajna “dyskusja” i nasunęło mi to pewną myśl. Otóż… że mamy ciążę przeżywają intensywnie to jasne jest jak Słońce. Natomiast jak jest z tatusiami takich fasolek? Naturalnie – to nie oni mają mdłości, różne bóle i siusianie co 15 minut, to nie oni są permanentnie zmęczeni i przez kilka miesięcy mają nosić ze sobą dużą paczuszkę z niespodzianką, która jednak – bądź co bądź trochę waży. To nie oni w końcu będą musieli wydać na świat maluszka i być przy nim przez pierwsze miesiące życia – cały czas.

Och, nie o to mi chodzi, żeby rolę męża swego umniejszać – o nie! Ale czy on (tak tak, o Tobie mówię Misiek) tak na prawdę zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje? Bo wydaje mi się, że dopóki nie zobaczy to nie uwierzy, taki niewierny Tomasz.. Dopóki brzucho nie urośnie a później krzyk dziecka nie obudzi go w środku nocy, nie będzie zdawał sobie sprawy, że oto sprawił, że COŚ powstało i to COŚ jest największą i najważniejszą sprawą w jego życiu (a spróbowałoby być odwrotnie! grrr;)

No tak, wydaje mi się, że nie ma o tym zielonego pojęcia póki co. Taka mała obserwacja “statusiowienia” ;P

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

Dzień Matki

26 maj 2009 at 8:54 pm (filozofia codzienności)

Dostałam dziś pierwszego w swoim życiu kwiatuszka z okazji Dnia Matki. Ciekawe to uczucie, miłe :)

Zdecydowanie się na dzidzię to chyba jedna z najtrudniejszych spraw na świecie. Nie przypuszczałam, że odbędzie się aż taka walka argumentów w mojej głowie. Bo:

- Czy to aby nie za wcześnie?

- Czy później nie okaże się zbyt późno?

- Czy to odpowiedni moment?

- Czy sobie poradzę?

- Czy zdałam już wszystkie dotychczasowe egzaminy?

- Czy jestem na tyle odpowiedzialna?

- Czy zrobiłam wszystko, co było do zrobienia wcześniej? itd itd…

Teraz te pytania nie mają już większego znaczenia bo fasolka rośnie sobie w brzuchu nieodwołalnie. Za kilka miesięcy spełnią się moje sny śnione od lat kilku o przytulaniu niemowlaczka, takiego maluszka pachnącego i miękkiego.

Wiem, że nie będzie łatwo (o czym Eliot przekonywał mnie z wprawą zawodowego psychologa;) ale dzieci rodzą się od zawsze! Więc nic w tym chyba nadzwyczajnego.. po to są mamy i tatusiowie, żeby maleństwom było dobrze za wszelką cenę.

____________________________________

Jako, że mam nieodparta pokusę to sobie napiszę publicznie: dzięki dzióbku za zupę meksykańską, kwiatuszka i zaangażowanie, za świętą cierpliwość i wszystko :*

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy

amor <-

18 maj 2009 at 11:02 am (tawerna) (, , , )

roma-amor

To stary rysunek. Już nie pamiętam kiedy go narysowałam.

Bezpośredni odnośnik 8 komentarzy

zmiany – cd.

12 maj 2009 at 2:37 pm (filozofia codzienności) (, , , )

Prawie straciłam głos. To zupełnie niezrozumiałe dla mnie , bo nic mnie przy tym nie boli. Po prostu od tygodnia sukcesywnie tracę głos i z dnia na dzień jest  z nim coraz gorzej. Czas już najwyższy odwiedzić lekarza, bo samo chyba nie przejdzie – nie ma co dłużej czekać. Utrata głosu stała się dla mnie jednak ciekawym doświadczeniem, a to dlatego, że…

Nikt mnie nie słyszy. Jak próbuję powiedzieć coś do kogoś stojącego o krok ode mnie, to ten ktoś nawet nie odwraca się w moją stronę – taki mój głos jest słaby.  Dopiero moja fizyczna ingerencja w cudzą bańkę prywatności (dotknięcie w ramię) skutkuje zwróceniem na mnie uwagi. Ale to nie jest pełen sukces, bo czasem (ze sporym wysiłkiem) muszę powtarzać to, co powiedziałam. Ludzie mnie nie rozumieją… (zastanawia mnie dlaczego nikt do tej pory nawet nie zainteresował się.. nie zapytał dlaczego nie mogę mówić!?)

Tak jak wspomniałam: to ciekawe doświadczenie. Odnoszę wrażenie, że coraz bardziej zbliżam się w ten sposób do świata mojego małego autysty. On także ma spore problemy z wyartykułowaniem swych potrzeb, jeśli już cokolwiek powie to w taki sposób, że trudno się domyślić o co aktualnie mu chodzi. Trzeba sporej wyobraźni a przy tym i spostrzegawczości, umiejętności odczytywania znaków i tym podobnych zdolności.. żeby pojąć co też ten mały, machający drobnymi rączkami, prześliczny chłopiec chce wyrazić. Trzeba cierpliwości, żeby się nauczyć go rozumieć.

Przez ostatnie kilka dni jestem zupełnie pochłonięta tą sprawą. Jest to rzecz na prawdę duża. DUŻA.

Nasza wspólna historia nie zaczęła się najlepiej (to, o czym pisałam wcześniej). Jak zwykle w takich sytuacjach tak i teraz szukałam pocieszenia. Ponieważ rzecz jest dosyć skomplikowana (stosunkowo mała liczba osób może powiedzieć na temat autyzmu cokolwiek rzeczowego – nie ze względu na niewiedzę, ale ze względu na brak doświadczenia; autyzm trzeba poznać na własnej skórze, żeby móc zabierać głos w tej sprawie) trudno było mi znaleźć kogoś, z kim można godziny przegadać na ten temat (a to było mi potrzebne do przetrawienia nowo zaistniałej sytuacji.. gadać, gadać i jeszcze raz gadać o tym.. żeby złe emocje i ciśnienie zeszło i żeby nabrać sił do pracy). A więc gdzie skierowałam swoje „kroki”? Oczywiście – do Internetu.

Już pierwszego dnia trafiłam na pewnego niesamowitego bloga (ktoś genialny wymyślił blogi;) Pana Rafała Motriuka – ojca kilkuletniego autystycznego Bartka (osoby zainteresowane zachęcam, link z boku). Czytałam gdy tylko miałam na to czas – przewertowałam stronę od początku do końca, wzdłuż i wszerz, pod każdym kątem.. Było to dla mnie znaczące, bo właśnie czegoś takiego potrzebowałam – rzeczowych informacji, ale pisanych przez kogoś, kto faktycznie wie o czym pisze bo zmaga się z tą sprawą na codzień. Czytanie fachowej literatury na pewno nie pomogłoby mi w żaden sposób, bo raz, że takową przerabiałam już na studiach a dwa.. to nie to samo, co życie naprawdę. Nie potrzebowałam wiedzy (akurat ją posiadam w tym zakresie), potrzebowałam impulsu, pewnego rodzaju wsparcia, hasła typu „walcz!”. Tam znalazłam to wszystko.

Dodatkowym pozytywnym aspektem sytuacji była krzepiąca wymiana maili – w końcu mogłam „wygadać się” komuś, kto mnie nie zignoruje i przede wszystkim będzie wiedział, o czym piszę.

Tak sobie myślę… Autyzm to temat dosyć spory.. Szacuje się, że co 150te dziecko rodzi się z autyzmem. W większych miastach funkcjonują ośrodki, szkoły, poradnie itd.. jednak ten postęp nie trafił jeszcze do nas. Niestety. Nie, żeby nie robiło się zupełnie nic – nie mogę tak powiedzieć, jednak autyzm jest tak złożoną sprawą i wymagającą tak ogromnej pracy, że śmiem twierdzić, że daleko nam jeszcze do momentu, w którym będzie można ze spokojem sumienia powiedzieć, że z autystami pracuje się najlepiej, jak to tylko możliwe.

W każdym razie… zmagamy się nadal z naszymi przeciwnościami.

Podpisano: mały autysta i jego nie-mówiąca opiekunka (czyli ja).

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »