Tylko dla prymusów
Oto oceny. Oceny te należą do Śmietana. Śmietan to student drugiego roku na kierunku co się zwie Informatyka Stosowana na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki (ufff) Uniwersytetu Górniczo-Hutniczego w Krakowie (ale to dziko brzmi ;) ten Uniwersytet w sensie.. dawniej: Akademia – AGH). BTW nie wiedziałam, ze takie oceny w ogóle można mieć na uczelni wyższej! :)

Che Guevara
Oto prezent – urodzinowy, czy coś. Nie wiem. Występuję tu w roli zleceniobiorcy naturalnie. Pomysł sam w sobie też nie jest mój, choć żałuję :) Tak czy siak jednak – wykonanie od początku do końca moje. Zdjęcia nie są najlepszej jakości gdyż robione za pomocą mojego telefonu a i na prędce ponieważ zupełnie zapomniałam sobie uwiecznić ów kubełek. Enjoy! :)


zagwozdka
Na prośbę Kota..
No bo jest sprawa.. jest takie pytanie:
“kiedy coś jest warte czegoś?”
Jak sądzicie?
sen prawdziwy
Czasem zdarzają się sny takie bardzo prawdziwe, takie prawie realne. Dziś taki miałam. Gdy zadzwonił budzik, byłam wielce zdziwiona. Jak to? – pomyślałam.. to nie działo się naprawdę?
Z tymi snami to dziwna sprawa. O co tak naprawdę chodzi..? Pewnie to prawda, że odzwierciedlają niespełnione pragnienia, nieuświadomione obawy.. coś uwięzionego w podświadomości, czego świadomość nie chciała do siebie dopuścić. Tak to chyba jest, a przynajmniej w pewnych przypadkach.
Dziś miałam sen, w którym dokładnie odczuwałam wszelkimi zmysłami: wzrok, sluch, węch, czucie.. to nieprawdopodobne czuć dotyk we śnie. Wiał lekki wiart i było raczej ciepło, choć słońce schowane było za chmurami. Ja i inny ktoś siedzieliśmy w poczekalni. Była to poczekalnia sądowa – zaraz miało zacząć się nasze sądzenie. Wiedzieliśmy, że zostaniemy skazani. Ten sąd nie był z tego świata i wszystkie reguły tam panujące też, ale mieliśmy świadomość, że dosięga nas najwyższa sprawiedliwość. Wiedziałam, że jestem winna i nawet nie próbowałam udawać (przed sobą), ze tak nie jest. Zwrok spuszczony w dół i wbity w fale morskie, które akurat znajdowały się pod stopami.
Takie sny zdarzają się dosyć rzadko (mimo, że sny w ogóle – mam prawie codziennie). To zdecydowanie wyjątkowy sen. To taki sen, po którym przez cały dzień się zastanawiam o co chodzi?

sens
Najbardziej nie lubię tych momentów, w których odkrywam, że moje życie polega na wiecznym przeczekiwaniu. Uświadomiłam sobie, że to po prostu jest straszne! Straszne chcieć całe życie przeczekać. Czekać na to, co ma nadejść – a jak już “to” nadchodzi to wcale nie przestaję czekać, tylko znów patrzę w przód i myślę o tym, co jeszcze “muszę przeżyć”. Sama łapię się za głowę, gdy czytam to, co napisałam.. ale tak faktycznie jest.
Pytanie o sens życia jest chyba najstarszym i najtrudniejszym pytaniem. W moim życiu przewinęło się setki różnych sensów. Nie mówię, że były złe, ale żaden z nich nie był tym najgłębszym. Czy nie stać mnie na to by go odszukać? Przecież wiem, gdzie szukać.. a może po prostu mi się nie chce… (eh.. spoglądam przez okno i widzę piękne żółte forsycje).
Czuję, że moja egzystencja nie ma większego sensu jeśli sama tego sensu głębokiego nie dostrzegam. Życie z dnia na dzień – takie bezrefleksyjne – jest po prostu do dupy. I nie chodzi mi o jakieś “wielkie czyny” – nie o to mi chodzi bo i wielkie czyny potrafią być puste jeśli człowiek pusty. Dopiero, gdy istnieje wewnętrzna jakaś istota.. to można coś światu zaoferować.