troszeczkę
Wróciłam jakby do żywych trochę. Choroba odeszła – tak jak przyszła – w jednej chwili. Chciałam z tej radości wrzucić coś fajnego, ale nic akutratnie nie nawija mi się. Dumałam przez chwil parę, miałam nawet pewien koncept, ale w końcu nic nie wydumałam sensownego. Jest już dosyć późno i zimno zaczyna mi się robić – myślę o spaniu więc. Ale z drugiej strony przez ostatni czas w ogóle spać nie mogę więc może jednak się trochę jeszcze powisylam? No sama nie wiem.. czy ktoś powiedział, że kobieta jest niezdecydowana? ;)
Oh, jak to miło nie-być-chorą. Już się bałam, że umrę czy coś.. Wiem, głupio tak umierać z powodu zwykłej grypy, tak czy siak (jednak) nie umarłam. Tendencja wzrostowa. Jest git.
No i cóż jeszcze moge napisać? Chyba mam kryzys…
Przyszła wiosna a ja zastanawiam się gdzie się podział mój zapał i chęć moja? Kurczę.. kiedyś myślałam, że zapał i chęć (oraz z-siebie-zadowolenie) wiąże się z robieniem czegoś na prawdę takiego super i łał i odjechanego (w moim przypadku artystycznego). Jednak nie – to nie tak, wiecie? To wcale nie jest tak, że chęć i zapał, ten sens życia, bierze się z wielkich rzeczy. Otóż to trzeba mieć w sobie – ot co. To wielkie rzeczy biorą się z tej chęci a nie odwrotnie (wielkie mi rzeczy… odkryłam B-)
Zmierzam do tego (jeśli się zastanawiacie w ogóle do czego zmierzam), że jak jest wiosna to mi się odechciewa. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.
wiosna
Jak co roku na wiosnę jestem chora. Jestem tak chora, że nie mogę myśli pozbierać. Zjawię się więc dopiero jak mi przejdzie.. eh.
Hubi we własnej osobie
Jest rewelacyjny, jest świetny! To jest Gość :) kochany..

o paleniu papierosów
Doprawdy nie wiem po co ktoś wymyślił coś tak koszmarnego jak papierosy. Podobnież zastanawiam się po co w ogóle kiedykolwiek sięgałam po to ohydne fuj. Do dziś pamiętam jak koleżanki z klasy uczyły mnie zaciągać się gdzieś w krzakach za szkołą. “Pal Wituś” – mówiły – “Bo jak pójdziesz na studia to będzie wstyd, że nie umiesz się zaciągać! Pal, póki jeszcze masz czas się nauczyć”. No i się nauczyłam – o ja głupia!
Znalazłam dzisiaj gdzieś w czeluściach komputera swego list, który pisałam do kolegi jakiegoś. Dziś już nie pamiętam jakiego (Seru?), ale treść ubawiła mnie serdecznie!
___
Jeśli o rzucanie palenia chodzi…. to nie jest to taka prosta sprawa rzeczywiście jak pokazują statystyki i doświadczenie. Ludzie po prostu papierosy uważają za przyjemność (lubię sobie zapalić do piwka) lub wręcz nagrodę (po skończonej pracy zasłużyłam na papieroska). Palą także gdy nad czymś ciężko rozmyślają – mój tato gdy obmyśla „nowy plan” ;) rozumiesz, ja paliłam zawsze wtedy kiedy byłam z czegoś bardzo dumna lub szczęśliwa. Tak jakby miało to być wzmocnienie dodatkowe tego szczęścia – jakby papieros potęgował to szczęście. Na stres czy smutki nigdy mi nie pomagał. Zmierzam do tego, że palenie w 50% przynajmniej to postawa (podobnież postawą jest miłość jak wiadomo;) a postawy jest cholernie trudno zmieniać (to tak jakbyś próbował zmieniać swoją postawę względem dresiarzy np.).
Ja nie pale odkąd przeczytałam książkę Eliota Aronsona „Psychologia społeczna: serce i umysł”. Nie, nie czytałam jej dla przyjemności ;) uczyłam się do egzaminu z tegoż przedmiotu. Okazało się jednak, że czyta się ją lepiej niż niejedną powieść. Serdecznie polecam! Tam jeden cały rozdział poświęcony jest palaczom! Dlaczego palimy, dlaczego nie chcemy rzucić i jak radzimy sobie ze świadomością, że palenie jest złe. Są trzy na to sposoby:
- Rzucić palenie – skoro jest złe i ja o tym doskonale wiem to po co mam się sama truć (najmniejszy odsetek skuteczności);
- Pomyśleć sobie, że to palenie wcale nie jest takie złe – w gazetach pisze się, że gość przeżył 110 lat a od dzieciństwa smolił paczkę dziennie; inni palą i nic im nie jest; na coś trzeba umrzeć; to wcale nie jest takie jednoznaczne, że palacze częściej chorują na raka… (swoją drogą palacze rzadziej chorują z kolei na Alzheimera – to fakt;)
- Tzw. autoafirmacja: „Ok., palę. Niech będzie. Ale jestem za to świetną przyjaciółką, doskonale radzę sobie w pracy, jestem uczciwa…” – czyli podnoszenie poczucia własnej wartości za pomocą innych dziedzin nie związanych z paleniem.
Ja doszłam do wniosku, że moje palenie po prostu głupie. Tzn. uważam, że palenie samo w sobie jest głupie, nie smakuje mi więc po co to robię? … Wybrałam wariant pierwszy ;) i zobaczymy czy uda mi się w nim wytrwać. Ale nie pomyśl sobie, że uważam wszystkich palaczy za głupich. Nie, nie o to mi chodziło. To moje podejście odnosi się tylko i wyłącznie do mnie.
Acha! I ostatnie! Palenie możesz rzucić tylko i wyłącznie dla siebie:> mój chłopak dla mnie nie chce rzucić choć bardzo go do tego motywuję (kłótniami – nie rozumiem dlaczego nie rzuci dla świętego spokoju? :D )
___
No tak, psychologia społeczna była na drugim roku.. a teraz jestem na czwartym więc dawno zapomniałam o tym, jakie palenie jest głupie. Nie udało się wtedy rzucić raz na zawsze, ale może mam jeszcze szansę?