ciekawostka
Powoli zabieram się do myślenia o pracy magisterskiej. Temat już mam: będę pisać monografię. Naturalnie nie mam pojęcia jak to zrobić, bo skąd (skandal!). Zaczęłam więc od szukania w sieci prac o podobnej tematyce (właściwie chodzi o sposób pisania monografii – tak od strony technicznej, bo merytorycznie nie będę miała pewnie z tym problemu).
Do przeglądarki wpisałam hasło “praca magisterska, monografia”. Patrzę, patrzę.. przeglądam.. i co znalazłam? proszę bardzo:
Pidżama Porno – mróba monografii
No proszę, praca naukowa na temat PP. Bardzo jestem ciekawa tej pracy :) zabieram się za przeczytanie.
jestem artyską? dylematy…
Nie rozpakowałam jeszcze wszystkich rzeczy. Nie było na to czasu do tej pory. Zajrzałam wczoraj do tych pudeł stojących pod ścianą w sypialni.. mechanizm jest prosty – są nie rozpakowane, bo nie wiem co z tym wszystkim zrobić. Są tam między innymi farbki (ciekawe czy już zaschły), ołówki, pastele..
Sztaluga stoi u rodziców. Zaczęłam nawet myśleć o tym, żeby się jej pozbyć – w głowie pojawił mi się film jak zbiera się na niej obrzydliwy kurz, po co mi to?
Zastanawiam się nad tym całym moim “tworzeniem”. Najłatwiej byłoby pomyśleć, że to rodzice zakopali mój talent, kiedy nie zgodzili się na liceum plastyczne. Ale czy to na prawdę wina rodziców?
Teraz szkoda mi trochę, że niskie poczucie własnej wartości trzymało mnie za gardło podczas egzaminów wstępnych na plastykę. Nie umiałam obronić swoich prac, które wcale nie były gorsze. Szkoda, że słaba wiara w siebie nie pozwoliła na doskonalenie umiejętności wtedy, kiedy miałam na to czas. Teraz, kiedy moje poczucie wartości dojrzało, zastanawiam się nad tym czy nie jest zbyt późno. Chyba ścierają się we mnie dwie przeciwstawne natury: pragmatyczne podejście do codzienności oraz natchnione wyobrażenia o życiu w ogóle. To cholernie trudne jest pogodzić te dwie sprawy.
Myślę sobie o Karolinie. Skończyła studia i kupiła kontrabas. Nie nie, nie myślcie sobie – nie było tak łatwo. Nie było tak “pstryk” palcami. Nadal nie jest, bo kupno kontrabasu to dopiero pierwszy krok, teraz dużo pracy. Czy się uda? Nie wiadomo, ale przynajmniej jest szansa, żeby się o tym przekonać.
A Seru? Wcale nie interesuje go prawo, które skończył. W wolnych chwilach (których zarezerwował sobie dość sporo podczas tygodnia) maluje psy bez głowy i inne ciemne pejzaże. Lubi to.
Karol też jakoś nie rwie się do “normalnego” życia. Nie znam Karola zbyt dobrze, nie wiem jaką ma motywację (lub jej brak?) do tego co robi i tego, czego nie robi w życiu. Wiem tylko, że interesuje się filmem i w dkf’ie widziałam już kilka jego amatorskich “produkcji”.
Nie wiem, do prawdy nie wiem gdzie jest złoty środek pomiędzy światem (i jego wymogami) a mną (i moimi potrzebami). Nie wiem jak pogodzić dwie sfery, których współisnienie wydaje mi się tak trudne. Czy da się pogodzić to wszystko? Czas najwyższy się o tym przekonac…
noc
Z jakichś to powodów, nie wiem jakich (choć może powinnam wiedzieć(?), mózg mój w nocy funkcjonuje inaczej. Gdy tylko gasną światła w oknach, zapada cisza (że aż słychać chrapanie zza ściany), robi się jakoś tak.. dziwnie. Czas jakby zaprzestaje swej cyrkulacji i wydaje mi się, że wszystko – czasoprzestrzeń cała – stoi w miejscu. Zupełnie tak jak ten widok, który pamiętam z dzieciństwa: kurz, który unosił się gęstą zawiesiną w powietrzu – ujawniony przez strugę światła wychodzącą z rzutnika.
Na owym rzutniku wyświetlano nam (dzieciom) bajki. W pokoju było ciemno a my wszyscy siedzieliśmy grzecznie pod kocem i oglądaliśmy zmieniające się slajdy z rozdziawionymi gębkami. To znaczy w miarę spokojnie – czasem zdarzało się, że Michał szturchał gdzieś tam Kaśkę pod kocykiem – kochali się – jak to rodzeństwo. Ale ja nie zwracałam na to uwagi. Nie zwracałam też specjalnej uwagi na slajdy (choć bardzo lubiłam te o Calineczce) ani na opowieści. Patrzyłam sobie jak drobinki kurzu wiszą w powietrzu i nie ruszają się w ogóle. Nawet nie zastanawiałam się jak to możliwe (potencjalnie mogłam się nad tym przecież zastanawiać – nie znałam wtedy żadnych praw ani właściwości ciał: przyciągania, odpychania – hehe szczerze powiedziawszy nie znam i teraz, ale teraz jakoś mieści mi się w głowie, że coś wisi w powietrzu i ani drgnie – wtedy jednak jedynymi moimi doświadczeniami fizycznymi – dosłownie i w przenośni – były przecież upadki różnorakie – to z drzewa, to ze schodów, to z poręczy, to przez podstawioną przez Michała nogę;) Ale nie, wcale nie próbowałam rozgryźć tej zagadki – po prostu podobał mi się ten widok.
Tak jak teraz podoba mi się stan mojego umysłu. Szkoda iść spać, choć ciało mówi, że nie nauczę się już nic a nic więcej :)
coś fajnego takiego
Wczoraj w radiowej Trójce o tym mówili (ponoć, bo mi o tym powiedział z kolei G.) i zajrzałam. To jest to. Taka sztuka użytkowa to coś, co pociąga mnie najbardziej. Naturalnie jestem zachwycona. Zobaczcie sobie, bo na prawdę warto:
Mnie najbardziej podoba się to, co rysuje Alis. Szczególnie ten:

G mówi, że to moje ja psychologiczne :) pewnie i. Ostatecznie nie bez powodu ten obrazek podoba mi się najbardziej.
komplement
Jak to cudownie jest usłyszeć komplement :)
Usłyszałam wczoraj nie byle jaki komplement – aż zagotowało mi się w głowie z dumy:)
W tym momencie zdałam sobie sprawę z tego jak ważne dla człowieka są takie sprawy.
Piszę, że komplement był nie byle jaki, ponieważ pochodził od nie byle kogo. Każdy z nas ma takiego “nie-byle-kogoś”. Dla dziecka w wieku szkolnym są to rodzice/dorośli, dla nastolatków grupa rówieśnicza a dla ludzi dorosłych ktoś w rodzaju “wzoru” czy też “mistrza” czy jak to nazwać inaczej.
(Kocie, to to, o czy pisałam Ci całkiem niedawno:)
W każdym razie taki komplement potrafi niesamowicie poprawić samopoczucie :) każdy od czasu do czasu powinien dostać taki komplement. Ludzie byliby wtedy bardziej dowartościowani, bardziej zadowoleni, bardziej przyjaźni. Chyba.