ludzie #2
nie lubię zdjęć. nienawidzę oglądania zdjęć. już kiedyś pisałam o tym, przy okazji końca roku. to, o czym chce teraz napisać, można rozpatrywać na wielu różnych płaszczyznach. tym razem chcę się skupić na tym właśnie sensie przemijania..
na zdjęciach są ludzie, zdarzenia i emocje z przeszłości..
toczy się życie, mijają dni, tygodnie, lata… szkoła podstawowa: małe dziewczynki marzą o chodzeniu na randki, chłopcy o szybkich samochodach; szkoła średnia: pierwsze miłości i plany na studia, formowanie się pojęcia o wyobrażeniu; studia: krystalizacja światopoglądu, przygotowywanie do “dorosłego” życia, pierwsze dostrzeganie swoich błędów.. tak to było u mnie.
oglądam się w tył i widzę siebie w tych wszystkich sytuacjach. nie chodzi mi o to, ze coś chciałabym zmienić w tej przeszłości. chodzi o to, że pewne rzeczy już za mną..
spotkałam ostatnio przyjaciółkę gdzieś na mieście. chodziłyśmy razem do podstawówki. właściwie to razem się wychowywałyśmy. wszystko, wszystko razem. po ósmej klasie drogi się rozeszły i wtedy to było dla mnie takie naturalne. tak więc spotkałyśmy się ostatnio przypadkiem na mieście i powiedziała mi na przywitanie: “o rety! prawie Cię nie poznałam”…
taki lajf. wiem. ale rusza mnie to jakoś szczególnie.
chyba lubię po prostu mieć stałe punkty w życiu. to jest coś, co daje poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. chyba każdy człowiek potrzebuje stabilizacji. tylko dlaczego to życie skonstruowane jest tak, że ciągle się zmienia, nawet jeśli nie widać tego na pierwszy rzut oka..