droga do pracy
dzień zaczął się dość śmiesznie, a to dlatego, że wczoraj wpadłam na pomysł aby zrobić sobie papiloty. tak tak, na prawdę zrobiłam sobie papiloty. metodą domową czyli na skręcone z papieru toaletowego wałki nawinęłam włosy. założyłam chustkę na głowę i męczyłam się z tym przez całą noc. rano pobiegłam do łazienki i poczęłam rozwijać. to, co ukazało się moim oczom było po prostu zabawne. totalne sianko dookoła głowy i uklepany elegancki placek na jej czubku – niczym Christian Slater w Imieniu Róży tylko trochę bardziej afro ;) i cóż.. musiałam to zmyć. gdybym szła na koncert dżeksons fajw to spoko, ale nie szłam na żaden koncert tylko do pracy, gdzie jednak jakieś zasady dotyczące wyglądu panują i trzeba się stosować. z powodu konieczności mycia i suszenia na szybko głowy, nie zdążyłam wypić kawy. to akurat plus dla mojej wątroby, ale minus dla kondycji. o 7:15 stanęłam na przystanku autobusowym. Basia ma wakacje i już nie ma tak dobrze, że transport pod samą pracę. fajnie jednak być nauczycielem :) zatem stoję sobie na pustym przystanku (dzieci też mają wakacje i autobus kursuje prawie pusty). spod przymkniętych powiek obserwuję okolicę. wszyscy chyba jeszcze spali bo ani żywej duszy! nadjechał autobus i wsiadam. podróż trwa 15 minut – w tym czasie prawie usnęłam na szybie. szybko jednak dotarliśmy do końca trasy autobusowej i stamtąd dalej na piechotę. idę sobie i wkurza mnie, że końcówki spodni szlajają się po mokrym od nocnego deszczu asfalcie. wtedy tez przyszła mi do głowy taka refleksja: w sumie są korzyści tego, że jestem niska. gdyby nie to, to nigdy nie nauczyłabym się szyć! to dość rzadka chyba umiejętność wśród dziewcząt w moim wieku. ja tymczasem zawsze musiałam sobie coś skrócić bo każda rzecz była za długa. idę więc ulicą Kołłątaja a później 3go Maja rozmyślając o zabytkowej maszynie do szycia stojącej w garderobie moich rodziców i nagle co widzę? facet. facet z pozoru normalny. normalnie czysto ubrany, uczesany itd. ale dziwnie się zachowujący. otóż ów mężczyzna klęczał na schodach Invest Banku twarzą zwrócony do (jeszcze zamkniętych) drzwi. o co chodzi? – pomyślałam. musiałam mieć nieźle zdziwioną minę bo z zadumania wyrwało mnie dopiero to, że się potknęłam na płytce chodnikowej (dobrze, ze nie słupek od znaku drogowego, albo, co gorsza, jakieś drzewo;) facet nie przejmując się niczym kontynuował swoje klęczenie. dopiero później pomyślałam sobie, że być może źle się poczuł czy coś, potrzebował pomocy.. ale chyba nie, bo wyglądał na spokojnego, poza tym klęczenie to dość nietypowa pozycja dla kogoś, kto się źle czuje. wyglądało to na prawdę co najmniej zagadkowo. zastanawiałam się czy może przyszedł do pożyczkę czy coś.. hm, nic to jednak, poszłam sobie, bo było za piętnaście ósma a do pracy nie wolno się spóźniać.