koszmarne koszmary
wychodzę za mąż. motyw ten śnił mi się już dziesiątki razy w ostatnich miesiącach. średnio dwa razy w tygodniu. i byłoby miło gdyby nie fakt, że w snach owych zawsze coś jest nie tak. za każdym razem mój ślub nie dochodzi do skutku i wszystko wali się na łeb na szyję!
te najgorsze wyglądały tak:
ślub za kilka godzin a ja nie mam ani sukienki ani butów ani makijażu ani fryzury, no nic! biegam więc jak szalona po Krakowie (czemu akurat tam?).. zaglądam do sklepów przy ulicy Długiej a tam same używane buty! jakieś przykurzone, jakieś takie byle jakie.. nic nie zakupiwszy wracam do domu w Jas (prościutko z krakowskiej ulicy do swego rodzinnego domu – ciekawostka. ale ten motyw powtarzał sie już nie raz w najprzeróżniejszych moich snach). wchodzę do pokoju, gdzie znajduje się moja mama i żalę się jej, że nic nie kupiłam a tu ślub już za kilka godzin! a ona mi na to, żebym się nie martwiła, bo ma dla mnie coś specjalnego i wyciąga z szafy… wyciąga mianowicie z szafy jakieś stare przedwojenne szmatki. zakurzona suknia z poszarzałych koronek i tren z pajęczyny.. przeraziłam się.. spojrzałam przez jasielskie okno na krakowskie niebo, które było takie fioletowe..
* * *
mam piękną sukienkę i buty, ale paznokcie niepomalowane! ani fryzura też nie gotowa. nic to – idę do ślubu a nie na pokaz mody więc olewam paznokcie i włosy. tato wiezie nas samochodem do kościoła. samochód mojego taty wydaje się większy niż zazwyczaj, ale nie przeszkadza mi to. jest jasno nie do wytrzymania – jest duszne jasno. dojeżdżamy na miejsce i mamy wysiadać, kiedy spostrzegamy, że Misiek zasnął. okazuje się, że jest kompletnie pijany i nijak nie wyciągniemy go w takim stanie z samochodu a o braniu ślubu tym bardziej nie ma mowy..
* * *
tym razem wszystko ze mną ok. wyglądam pięknie. wyglądam tak pięknie, jakby pięknie chciała wyglądać każda dziewczyna wychodząca za mąż. jest przyjemnie ciepło i ładnie pachnie. wszędzie kwiaty i myślę sobie, że jestem szczęśliwa. podchodzę do ołtarza (co za idiotyczny zwyczaj to jest, żeby kobieta sama do ołtarza miała podchodzić) a tam… obcy obleśny facet!
* * *
i tym razem wszystko w porządku i sobie nic do zarzucenia nie mam. jednak czuję jakiś niepokój i czuję, że zaraz wydarzy się coś okropnego. no i wydarza się – oczywiście.. nagle dowiaduję się, że moim mężem zostać ma nie mój Misiek a taki nasz wspólny kolega. znów przerażenie.. myślę sobie, że lubię kolegę i to byłby ruch strategiczny wyjść za niego, ale po chwili otrząsam się z tych idiotycznych myśli i zaczynam płakać, że to nie taka była umowa i że ja nie chcę i że chcę wyjść za Miśka a on tymczasem podchodzi do mnie i mówi, że nie ma mowy bo za mało się starałam.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
mówią, że sny są odwrotnością rzeczywistości. no mam nadzieję :) nie chciałabym, żeby przytrafiło mi się coś takiego. z resztą.. któż by chciał? dochodzę jednak do wniosku, że trudno ogarnąć ta moją emocjonalność. to czasami męczące, że aż tak przeżywam rzeczywistość..
Przemo powiedział
16 czerwiec 2008 @ 6:56 pm
Podobno to normalne, kiedy mają nastąpić jakieś ważne wydarzenia. Na pewno wszystko będzie ok. Będziecie mieli piękny ślub. Z zawieraniem małżeństwa to w ogóle wiąże się cała masa innych głupich zwyczajów…
Dlaczego na weselach odtwarza się disco-polo? I w ogóle skąd ta tradycja, że przy okazji ślubu cała rodzina musi się schlać :/
Jeżeli (w co wątpię) dojdzie kiedyś do tego, że przyjdzie mi organizować własny ślub to zamiast orkiestry grającej disco polo zaproszę kapelę, która zagra Doorsów i U2 (i wódy też nie będzie!). O. :)
kot powiedział
16 czerwiec 2008 @ 10:02 pm
1.LOL!!!!!!
2.Wybacz Ewel, ale strasznie się uśmiałam :)
3.Przemo, ja Ci mogę zagrać na weselu w takim razie hehehehhe:)
ps. ja pierdykam, na jasne, że będzie cudowny ślub i wszystko! czołem :)
strych powiedział
17 czerwiec 2008 @ 8:09 am
# Przemo! głupich, nie głupich. to wszystko zależy od koncepcji życia świata;) uważam, że ślub powinien być taki, jakiego chcemy. jeśli ktoś woli cichy to niech będzie cichy. jeśli ktoś chce zaprosić pół wioski to niech zaprasza pół wioski z sołtysem na czele. mam koleżanki, które miały wesela w krakowskich hotelach – takie raczej bankiety poślubne. i żałują bardzo, że nie mogły mieć kapeli i całej rodziny z babciami i prababciami w komplecie. tak że.. to wszystko bardzo zależy.
no u mnie na bank będzie alkohol. ja sama strzelę setę przed tym wszystkim coś mi się zdaje ;D
# Kocie, no ba! oczywiście, że cudowny, ja pierdzielę.. :D