koszmarne koszmary

16 czerwiec 2008 at 8:04 am (nocnik)

wychodzę za mąż. motyw ten śnił mi się już dziesiątki razy w ostatnich miesiącach. średnio dwa razy w tygodniu. i byłoby miło gdyby nie fakt, że w snach owych zawsze coś jest nie tak. za każdym razem mój ślub nie dochodzi do skutku i wszystko wali się na łeb na szyję!

te najgorsze wyglądały tak:

ślub za kilka godzin a ja nie mam ani sukienki ani butów ani makijażu ani fryzury, no nic! biegam więc jak szalona po Krakowie (czemu akurat tam?).. zaglądam do sklepów przy ulicy Długiej a tam same używane buty! jakieś przykurzone, jakieś takie byle jakie.. nic nie zakupiwszy wracam do domu w Jas (prościutko z krakowskiej ulicy do swego rodzinnego domu – ciekawostka. ale ten motyw powtarzał sie już nie raz w najprzeróżniejszych moich snach). wchodzę do pokoju, gdzie znajduje się moja mama i żalę się jej, że nic nie kupiłam a tu ślub już za kilka godzin! a ona mi na to, żebym się nie martwiła, bo ma dla mnie coś specjalnego i wyciąga z szafy… wyciąga mianowicie z szafy jakieś stare przedwojenne szmatki. zakurzona suknia z poszarzałych koronek i tren z pajęczyny.. przeraziłam się.. spojrzałam przez jasielskie okno na krakowskie niebo, które było takie fioletowe..

* * *

mam piękną sukienkę i buty, ale paznokcie niepomalowane! ani fryzura też nie gotowa. nic to – idę do ślubu a nie na pokaz mody więc olewam paznokcie i włosy. tato wiezie nas samochodem do kościoła. samochód mojego taty wydaje się większy niż zazwyczaj, ale nie przeszkadza mi to. jest jasno nie do wytrzymania – jest duszne jasno. dojeżdżamy na miejsce i mamy wysiadać, kiedy spostrzegamy, że Misiek zasnął. okazuje się, że jest kompletnie pijany i nijak nie wyciągniemy go w takim stanie z samochodu a o braniu ślubu tym bardziej nie ma mowy..

* * *

tym razem wszystko ze mną ok. wyglądam pięknie. wyglądam tak pięknie, jakby pięknie chciała wyglądać każda dziewczyna wychodząca za mąż. jest przyjemnie ciepło i ładnie pachnie. wszędzie kwiaty i myślę sobie, że jestem szczęśliwa. podchodzę do ołtarza (co za idiotyczny zwyczaj to jest, żeby kobieta sama do ołtarza miała podchodzić) a tam… obcy obleśny facet!

* * *

i tym razem wszystko w porządku i sobie nic do zarzucenia nie mam. jednak czuję jakiś niepokój i czuję, że zaraz wydarzy się coś okropnego. no i wydarza się – oczywiście.. nagle dowiaduję się, że moim mężem zostać ma nie mój Misiek a taki nasz wspólny kolega. znów przerażenie.. myślę sobie, że lubię kolegę i to byłby ruch strategiczny wyjść za niego, ale po chwili otrząsam się z tych idiotycznych myśli i zaczynam płakać, że to nie taka była umowa i że ja nie chcę i że chcę wyjść za Miśka a on tymczasem podchodzi do mnie i mówi, że nie ma mowy bo za mało się starałam.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

mówią, że sny są odwrotnością rzeczywistości. no mam nadzieję :) nie chciałabym, żeby przytrafiło mi się coś takiego. z resztą.. któż by chciał? dochodzę jednak do wniosku, że trudno ogarnąć ta moją emocjonalność. to czasami męczące, że aż tak przeżywam rzeczywistość..

3 komentarzy

  1. Przemo powiedział

    Podobno to normalne, kiedy mają nastąpić jakieś ważne wydarzenia. Na pewno wszystko będzie ok. Będziecie mieli piękny ślub. Z zawieraniem małżeństwa to w ogóle wiąże się cała masa innych głupich zwyczajów…
    Dlaczego na weselach odtwarza się disco-polo? I w ogóle skąd ta tradycja, że przy okazji ślubu cała rodzina musi się schlać :/

    Jeżeli (w co wątpię) dojdzie kiedyś do tego, że przyjdzie mi organizować własny ślub to zamiast orkiestry grającej disco polo zaproszę kapelę, która zagra Doorsów i U2 (i wódy też nie będzie!). O. :)

  2. kot powiedział

    1.LOL!!!!!!
    2.Wybacz Ewel, ale strasznie się uśmiałam :)
    3.Przemo, ja Ci mogę zagrać na weselu w takim razie hehehehhe:)

    ps. ja pierdykam, na jasne, że będzie cudowny ślub i wszystko! czołem :)

  3. strych powiedział

    # Przemo! głupich, nie głupich. to wszystko zależy od koncepcji życia świata;) uważam, że ślub powinien być taki, jakiego chcemy. jeśli ktoś woli cichy to niech będzie cichy. jeśli ktoś chce zaprosić pół wioski to niech zaprasza pół wioski z sołtysem na czele. mam koleżanki, które miały wesela w krakowskich hotelach – takie raczej bankiety poślubne. i żałują bardzo, że nie mogły mieć kapeli i całej rodziny z babciami i prababciami w komplecie. tak że.. to wszystko bardzo zależy.

    no u mnie na bank będzie alkohol. ja sama strzelę setę przed tym wszystkim coś mi się zdaje ;D

    # Kocie, no ba! oczywiście, że cudowny, ja pierdzielę.. :D

Napisz komentarz