kabel USB
jestem w lekkiej konsternacji. stan ten spowodowany jest permanentnym nabijaniem konsumenta (którym ja w tym przypadku – bądź co bądź – jestem) w butelkę poprzez ogromną machinę samonapędzającego się hedonistycznego materializmu.
jestem stałym abonentem sieci era. ostatnio przedłużałam umowę, co spowodowało lawinę – oh, ach – wspaniałych propozycji. wybrałam opcję stosowną do moich potrzeb i postanowiłam wymienić aparat telefoniczny na skromny LG KE970 Shine. bardzo kobiecy – ma lusterko (przez które nie widać ekranu gdy zaświeci słońce, ale to szczegół) elegancki, w sam raz dla takiej pani jak ja. kurier dostarczył przesyłkę ekspresowo i już na drugi dzień stałam się konsumentką pełną gębą. pstrykałam zdjęcia i obczajałam opcje (z połowy z nich nigdy nie skorzystam, ale miło, że są). jednak permanentne szczęście z powodu stania się posiadaczem nowego zjawiskowego telefonu zakłócił jeden fakt – nie było kabla USB ani płyty ze sterownikami. nie lubię takich niespodzianek. wiedziałam, że muszę sobie tą sprawę “załatwić” a nienawidzę mieć do załatwienia spraw, których być nie powinno. napisałam więc maila do biura obsługi abonenta, że nie ma akcesoriów i gdzie się podziały – się pytam. zaznaczyłam przy tym, że owszem – przyszło mi do głowy, że być może w zestawie nie ma tych niezbędnych akcesoriów, ale byłoby to cokolwiek absurdalne sprzedawać multimedialny telefon bez tychże. a tam przemiła i oficjalna pani odpowiada, że w zestawie przygotowanym przez producenta znajdują się: telefon, zestaw słuchawkowy, ładowarka oraz instrukcja obsługi. no zwariowałam! odpisuję jej więc lekko opryskliwie (choć i tak się powstrzymywałam bo wiem, że nie ona jest za to odpowiedzialna), że w instrukcji obsługi natomiast są informacje, że do telefonu dołączone są: ładowarka, zestaw słuchawkowy oraz kabel USB i płyta i co ona na to. odpowiedź jeszcze nie przyszła i wątpię, że przyjdzie.
tak mili państwo, w zestawie, który zakupiłam nie ma niezbędnych akcesoriów w standardzie. nie ma bo po co? w wymiarze tym ideologicznym czuję się jak u kafki. być może nie jest to jakoś bardzo społecznie szkodliwe – nie umrę z powodu braku kabla usb. dołożę dwie dychy i kupię go u Ryśka w komisie, ale jestem wściekła. jestem wściekła ponieważ nie podoba mi się traktowanie mnie jak ciemnej masy. to niepoważne (pomijając już fakt, że naciąganie na ukryte koszty – nigdzie nie było napisane, że kabla nie będzie – to przestępstwo. tylko nie wiem czy miałabym skarżyć erę czy może lg). najgorsze jest to, że cała sytuacja jest tak skonstruowana, że opowiedzenie się po stronie swojej własnej inteligencji (odesłanie telefonu lub może nawet zerwanie umowy z erą) kosztowałoby mnie więcej zachodu niż kupienie tego śmiesznego kabelka..
przerażające jak ta teraźniejszość jest skonstruowana.. przerażające jest, że sami pracujemy na to i pozwalamy na to by nas odmóżdżono..
Przemo powiedział
13 czerwiec 2008 @ 7:57 pm
Polska. To jest właśnie przykład naszego polskiego bagienka. Tak się nie robi w europie (podobno). Podobno też naszym, rodzimym ewenementem jest sposób sprzedaży usług internetowych. Płaci się za prędkość. Kupujesz np 2 MBPS podczas gdy fizycznie nie możliwe jest aby zapewnić ciągłość takiego transferu. Inna sprawa, że kupując od TPSA usługę taką jak neostrada możesz przez cały czas trwania umowy mieć transfer niższy od nominalnego (sprzedanego) nawet o 80%.
A’ propos kabelków USB. Kiedyś kupiłem kabel USB – taki “do wszystkiego”, za niecałe 10 złotych, w sklepie komputerowym. Okazało się, że kabel nie działa. Przyjrzałem się dokładniej, porównałem zakupiony kabel z kablem od modemu. Kupiony kabel miał wtyczkę USB sporo krótszą niż powinien, nie sięgał więc do końca gniazdka w komputerze.
Na dzień dzisiejszy chętnie wyrzuciłbym mój telefon na kartę i wziąłbym jakiś sprzęt z abonamentem ale boję się podpisywać umowę z firmą większą (kapitałowo) niż lokalny operator telewizji kablowej :D
strych powiedział
16 czerwiec 2008 @ 7:18 am
hehehe ;)