moje drugie imię to Alicja
próbowałam oglądać ostatnio Alicję z krainy czarów. piszę, że próbowałam ponieważ byłam bardzo zmęczona. nie dotrwałam do końca, zasnęłam. zasnęłam być może jeszcze z innego powodu – w pewnym momencie filmu doszłam do wniosku, że nie nie jest to najlepsza wersja tego utworu, przez co film zrobił się po prostu nudny.
uwielbiam abstrakcję. pociąga mnie ona w takim samym stopniu jak odpycha. i już w samej tej sprzeczności jest coś niesamowitego i nadrealnego. pociąga ponieważ w manowcach mojej wyobraźni falują obrazy nierzeczywiste. mój świat realny grubo podszyty jest surrealizmem, co w przeszłości (zanim nauczyłam się godzić jedno z drugim) było powodem sporych zakrzywień czasoprzestrzeni. chodzi mi o takie starcie z rzeczywistością. z drugiej jednak strony odpycha z uwagi na bezmiar głębi surrealizmu. jego nieopanowanie, nieokiełznanie, nieogarnięcie. to jak wyobrażanie sobie wieczności – umysł ludzki nie jest w stanie opanować takiego pojęcia. a na dodatek tak jesteśmy zaprogramowani, że jeśli czegoś nie da się opanować to należy się tego bać. wolimy twardo stać na ziemi niż stracić grunt pod nogami, czym bez wątpliwości jest zanurzenie się w nierealności.
byłam kiedyś w disneylandzie. ogromny obiekt pod Paryżem. czułam się jak wewnątrz niedzielnej dobranocki :) znaczny fragment obiektu przeznaczony jest na ogród Alicji. spory labirynt z prawdziwych krzewów. wysoki chyba na 2,5 metra! (dużo wyższy ode mnie). wąskie alejki zakręcały i rozchodziły się setki razy. miałam wrażenie, że nigdy nie trafię w to samo miejsce dwa razy nie mówiąc o wyjściu z labiryntu. wszystko było tak bajkowe, że zastanawiałam się czy przypadkiem nie śnię :) fikuśnie poprzycinane żywopłoty tworzyły spiralnie skręcone twory. tu i ówdzie znikąd pojawiały się karty zastawiając drogę. i coś najwspanialszego: miniaturowe drzwi. prawdziwe! otwierane! (niektórych nie dało się otworzyć, inne tak) nawet ja musiałam się schylić by przez nie przejść. dziesiątki kolorowych drzwiczek. myślałam sobie wtedy, że to nie dzieje się na prawdę. w końcu jednak dotarłam do zamku po środku labiryntu. wyszłam na górę i przez niemniej bajeczne okienko zobaczyłam wszystko z góry i dziesiątki ludzi błąkających się jak w jakiejś malignie.
w nierealnej rzeczywistości nie funkcjonują prawa i zasady, które znamy. nic tam nie jest “takie”. na każdym kroku, za każdym zakrętem czyha coś nieoczekiwanego. nie da się przewidzieć zdarzeń. nie da się przewidzieć nawet własnego zachowania. oczywiście naturalnym odzwierciedleniem surrealizmu są sny. być może moje fascynacje tą dziedziną najgłębiej ujawniają się w tej właśnie sferze? nie zdarza mi się nic nie śnić. czasem śnię nawet na jawie. najbardziej zagadkowym jest fakt, że podczas snu wszystko istotnie jest “nie takie”, jakby odwrotnie, jakby po drugiej stronie lustra właśnie.. we śnie czasem jestem sobą, czasem kimś innym a czasem nieucieleśnionym narratorem lub obserwatorem. emocje targają ze zdwojoną siłą, dzieją się rzeczy niewyobrażalne.
ostatnio śnił mi się ktoś z kim rozmawiam. rozmowa była bardzo osobista i czuło się wielkie napięcie. siedzieliśmy na ławce twarzami odwróceni do siebie. byłam przekonana, że to dzieje się na prawdę! w pewnym momencie on chwycił mnie za ramię. daję słowo, że to poczułam.. nagle zobaczyłam ścianę swojego pokoju i regał a na nim włączone radio.
***
nigdy nie odważyłam się choćby spróbować zmierzyć się z surrealizmem. to mnie przerasta bez wątpienia. o ile mogę relacjonować w swych pracach świat materialny, to o tym nieuchwytnym mogę tylko spróbować coś powiedzieć a i to nie odzwierciedla choćby w połowie moich uczuć z tym związanych. mam oczywiście swój ulubiony obraz……. :

Przemo powiedział
13 czerwiec 2008 @ 8:13 pm
Pamiętam, że w dzieciństwie nie przepadałem za motywami surrealistycznymi a tym bardziej abstrakcyjnymi. Jednak zaczęło się to powoli zmieniać, gdy pierwszy raz zobaczyłem obrazy Daliego (pierwszy to oczywiście, standardowo Zegary). Później nasiliło się wraz z poznaniem muzyki The Doors a obecnie dopiero odkrywam “Alicję”. Kiedy byłem dzieckiem znałem tę opowieść jedynie z ekranizacji (słabych), więc utwór do mnie nie trafił. Jakiś czas temu nadrobiłem te zaległości. Szkoda, że tak późno.
strych powiedział
16 czerwiec 2008 @ 7:22 am
a może to właśnie jest w porę? ;)