pomroczność jasna (a może raczej ciemna?)
o tak, czasami zdarzają mi się nagłe przypływy ogłupienia. to coś niesamowitego! sama nie mogę w to uwierzyć jakie ciemnoty mi się przytrafiają! o, na przykład dwa dni dni temu to już było apogeum. mianowicie umówiłam się z Miśkiem, że spotkamy się w (załóżmy) punkcie B. drogę z punktu A (wyjścia) do punktu B znam jak własną kieszeń. wsiadłam więc na rower i ruszyłam. zawsze, gdy nieubłaganie zbliża mi się popełnienie takiej głupoty, odczuwam dziwne uczucie. marszczę wtedy brwi i pośpiesznie analizuję sytuację. myślę: o co chodzi? czyżbym umówiła się na inną godzinę niż jest teraz? albo może zapomniałam telefonu? portfela? wszystkie kwestie dokładnie rozpatruję, ale oczywiście ta prawidłowa nie przyjdzie mi do głowy. w związku z tym po chwili odrzucam to dziwne uczucie jako najpewniej błąd mego systemu mózgowego. tak było i tym razem. elegancko przejechałam przez mostek i dalej przez tory kolejowe. w tym czasie zadzwonił Misiek i spytał gdzie jestem a ja mu na to, że już za 5 minut będę na miejscu po czym… wyjeżdżam 2 kilometry dalej. w takich chwilach atakuje mnie to samo uczucie co przedtem, tylko ze zdwojoną siłą. zatrzymałam się i przez minutę nie mogłam pojąć co jest grane. no i nagle przyszło wielkie “ojejjj” i łapanie się za głowę. dzwonię do Miśka i mówię: “wiesz, jestem 2 kilometry dalej..” a on odpowiada “no tak, pojechałaś nie przez ten most, który chciałaś…” :)
zdarza mi się to bardzo często, co jest powodem mojej wielkiej frustracji. inny przykład tego samego to wsiadanie do tramwaju w Krakowie w nie tą stronę co trzeba. zazwyczaj po trzech przystankach się orientuję, że to nie tu chciałam jechać. gdy chcę iść gdzieś na skróty, zawsze zajmuje mi to więcej czasu niż pójście normalną drogą. potworny to przypadek braku orientacji w terenie. ale jeśli to nie pomroczność jasna a brak orientacji to jak wytłumaczyć kolejną głupotę?
wieczór tego samego dnia. w samochodzie taty leżały moje rzeczy. wzięłam klucze z haczyka i poszłam do samochodu. było już ciemno a ja nie zaświeciłam sobie światła na zewnątrz domu. otworzyłam drzwi samochodu, wyjęłam swoje rzeczy i zabieram się za zamykanie. przekręcam kluczyk i słyszę “cyk-cyk”. zamknięte. ale czy na pewno? szukam przez szybę guziczka aby stwierdzić czy jest wsunięty czy nie. widzę tylko mrugające czerwone światełko, ale nie mogę skojarzyć czy świeci się ono gdy drzwi są zamknięte czy otwarte. przekręcam więc klucz jeszcze raz “cyk-cyk”, przypatruję się – nic nie widać. przekręcam jeszcze raz “cyk-cyk”. w końcu zrezygnowana mówię do siostry i kolegi stojących na tarasie: “kurczę, nic nie widać, nie wiecie jak sprawdzić czy samochód zamknięty?” a kolega mi na to “pociągnij za klamkę…”
no i co? nic innego jak ogłupienie. dlaczego nie przyszło mi do głowy pociągnąć za klamkę? :D takich przykładów z mego życia jest masa! sama, na prawdę sama nie wiem jak ja to robię :) dobrze chociaż, że w moim wydaniu to jest takie w miarę nieszkodliwe społecznie ;)
kot powiedział
5 czerwiec 2008 @ 9:43 pm
ou je bejbe! proponuję założyć jakieś zrzeszenie :)))) czy też stowarzyszenie:)
strych powiedział
6 czerwiec 2008 @ 8:36 am
czyżbyś miała podobnie? a może się ze mnie nabijasz wredna? ;P obawiam się, że to stowarzyszenie musiałoby się po prostu nazywać “stowarzyszenie kobiet” ;)
kot powiedział
6 czerwiec 2008 @ 10:19 am
oj podobnie, podobnie… normalnie to chyba co dwa dni ;)
spóźnienie się 24 godziny na samolot to może nie ta kategoria, ale np. wzywanie na ratunek (z zajęć) kolegi, żeby mnie otworzył, jak chciałam mieszkanie od wewnątrz otworzyć i nie mogłam, tyle, że kręciłam kluczem w przeciwną stronę… albo zrobienie prania w pralce bez proszku…jakże to nazwać?:)
e nie, wcale nie kobiety w ogóle. np nie wyobrażam sobie, żeby moja siostra wycięła kiedykolwiek podobny numer. albo megalogiczna koleżanka. albo się ma głowę na karku albo nie, no i tyle…
możliwe, że najmłodsze z rodzeństwa tak ma.
strych powiedział
6 czerwiec 2008 @ 10:27 am
no tak no tak, masz rację! to specyficzna kategoria ludzi bez-głowy-na-karku ;)
kot powiedział
6 czerwiec 2008 @ 8:00 pm
jeździec bez głowy :)
Przemo powiedział
13 czerwiec 2008 @ 8:39 pm
To sprawdzanie drzwi mnie zabiło :D Ale też tak miewam. Jak nie słyszę dźwięków, które powinien za pomocą głośników emitować mój komputer to oczywiście 154 razy sprawdzę konfigurację, 789 razy przeinstaluję sterowniki i dopiero jak zabiorę się za wyjmowanie karty dźwiękowej – zauważę, że wyjąłem kabelek z gniazdka :)
strych powiedział
16 czerwiec 2008 @ 7:28 am
hehe a mówią, że najprostsze rozwiązania są najlepsze przecież ;)