ludzie #1
tak jakoś jest, że żyjemy wśród innych nam podobnych – ludzi. phi! wielkie mecyje. no tak, od początków swego istnienia i przeważnie po jego kres żyjemy wśród innych. a jednak jest w tym coś nadzwyczajnego..
nie będzie tu (chyba) puenty. to tylko moje odwieczne rozmyślania na temat miejsca człowieka w tej przestrzeni świata: rodzinie, społeczeństwie lokalnym, grupach formalnych i nieformalnych, narodzie (choć biorąc pod uwagę życie w erze globalnej wioski, jakoś najmniej o tym akurat myślę), w końcu całościowo rzecz ujmując, o miejscu człowieka w świecie, w obecnych realiach, w TYCH czasach.
moja skłonność do ciągłego rozbierania tego tematu na molekuły wzięła się z pewnego doświadczenia sprzed kilku lat. owych kilka lat temu, pod wpływem mieszanki wielu czynników (których genezy do dziś dnia nie rozumiem) moje interakcje z innymi ograniczały się do nieuniknionego (dla człowieka funkcjonującego w społeczeństwie) minimum. gdybym nie zmusiła się do tego minimum, najpewniej zamknęłabym się najpierw w swoim domu, później przestałabym wychodzić z pokoju, później w ogóle z łóżka a na koniec przeniesiono by mnie pewnie na oddział psychosomatyczny, gdzie mogłabym egzystować sobie nafaszerowana środkami tłumiącymi działanie układu nerwowego.
tak się jednak na szczęście nie stało. ale te wydarzenia sprawiły, że mam taką przypadłość: zastanawiam się. a przedmiotem tych rozmyślań jest człowiek sam w sobie, człowiek w grupie, człowiek w różnych sytuacjach, jego reakcje i jego motywy.. a że najbliższym dla mnie człowiekiem jestem ja sama.. to zastanawiam się nad sobą najczęściej. może zbyt często – ktoś mógłby powiedzieć.. wiem tylko, że to dobra droga do samopoznania, jeśli oczywiście zachowa się w tym umiar ;)
“ja”, “ty” i “inni” to ciekawy temat :) jest sobie “ja”, i jest odbicie tego w innych – “ty”. “ja”, nad którym pracuję i “ty” – informacja zwrotna. “ja” i “ty” nie zawsze się pokrywa. to normalne, “ja” – jest moje, “ty” – pochodzi od kogoś innego. ktoś inny różni się ode mnie więc ma prawo zbudować sobie inny obraz mnie niż ja sama. są jednak pewne granice, w obszarze których “ty” mieści się jeszcze w normie “ja”. czasami jednak “ty” przekracza tą granicę. to normalne jeśli informacja pochodzi od kogoś względnie obcego. jednak, gdy pochodzi od bliskiej osoby to już inaczej. tym bardziej, gdy “ty” zajmuje raczej niską pozycję w hierarchii ogólnie uznawanych wartości.
kiedyś zdarzyło mi się, że ktoś taki bliski moje “ja” chciał przekształcić na “ty” o bardzo niskim statusie. i chyba zdarzyło mi się to nieraz. są takie osoby, które się w tym wręcz specjalizują. to ci wszyscy apodyktyczni psychopaci, ludzie, którzy muszą mieć władzę nad innymi i chcą ją osiągnąć różnymi sposobami. najbardziej szmaciarski wg mnie jest psychologiczny (chodzi mi tu o takie wywieranie wpływu na kogoś – poprzez np. indoktrynację, psychiczną przemoc lub coś w tym stylu). z resztą co tu dużo mówić – każdy sposób jest szmaciarski. będąc w takiej sytuacji, po zorientowaniu się co jest grane, jako osoba świadoma swej autonomii i nie chcąca z niej rezygnować w imię pseudo-przyjaźni, stanęłam w opozycji. no i nie trudno się domyślić co się działo. mnie osobiście kosztowało to odrobinę nerwów, jednak szybko sobie z tym poradziłam. chyba dlatego, że nie bardzo mi zależało na tej osobie. innym jednak razem zależało mi bardziej i wtedy nie było już tak łatwo zamknąć za sobą drzwi. czasami tak bywa jednak, że w obronie obrazu siebie samego trzeba te drzwi zamknąć bez względu na to jak bardzo ciężko się je zamyka i jak bardzo skrzypią.
czasami jest jednak i tak, że ktoś może nie mieć na tyle siły, świadomości swojej autonomii czy czego tam jeszcze, żeby poradzić sobie z tyranizowaniem. wtedy jest na tyle zależny, że rezygnuje z siebie (w miejsce “siebie” można podłożyć: godność, autonomię, wolność czy cokolwiek innego) po to by nie stracić czegoś, co w swej istocie nie jest warte funta kłaków (jak się to mówi;) czyli złudzenia o szczęściu, przyjaźni itd. bywa także, że ludzie potrzebują zależności od innych, potrzebują być kierowani a nawet poniewierani itd, ale o tym (jak zwykle) nie tym razem.
i tak. relacje międzyludzkie nie są łatwe, gdyby się im przyjrzeć bliżej. ja sama oczywiście także święta nie jestem (nie to, bym chciała grać wiecznie wielce uciśnioną;) na swym koncie mam kilka podobnie szmaciarskich zachowań. to ostatnie, jakie pamiętam, jest dla mnie samej totalnym dnem! otóż zaznajomiłam sobie pewnego kolegę. (wybaczcie mi budowanie takich dziwnych zdań, ale tak jakoś same wychodzą;). ów kolega zaznajomiony jest przez internet. znajomości internetowe są dość specyficzne, jak wiadomo. wg mnie ich specyficzność polega na tym, że łatwiej jest się – jakkolwiek to zabrzmi – zaangażować (pod słowo “zaangażować” wstawić swoje wyobrażenie na ten temat). być może powodem tego jest fakt, że w internecie wymienia się myśli. łatwiej także pominąć czasem niesprzyjające elementy rozmów na żywo jak np. choćby ewentualna aparycja rozmówcy ( tak tak, pierwsze wrażenie rulezz;) no i zaangażowałam się w internetową znajomość. na to zaangażowanie wpłynął fakt, że chłopak fajnie pisze. bardzo mi się to spodobało – fajne pisanie jest dla mnie cechą z górnej półki. postanowiłam zainicjować znajomość, nie bez ubicia przy tym interesu. mianowicie jeden z jego tekstów miałam zamiar wykorzystać przy pisaniu pracy zaliczeniowej o subkulturach. miły kolega się zgodził no i zaczęła się korespondencja. lubię pisać. lubię pisanie jak cholera. tym bardziej do kogoś, ale nie do byle kogo. ten koleś nie był byle kim i pisałam namiętnie ;) po pewnym czasie mój rozmówca jednak stracił zainteresowanie mną i moimi sprawami. oczywiście nie znałam tego powodów. znaliśmy się tyle co z maili. nie mogłam mieć pojęcia co dzieje się w jego życiu. nawet jeśli mi o tym pisał, to pewnie i tak nie zarejestrowałabym tego. jedyne, co zarejestrowałam to brak zainteresowania. moja reakcja na to była niczym reakcja dziecka w piaskownicy. tupnęłam nogą i zrobiłam coś bardzo chamskiego. mianowicie w ramach odwetu za brak zainteresowania mną postanowiłam dopieprzyć. i dopieprzyłam. nie mogę zasłaniać się afektem – w końcu jestem już dorosła i biorę odpowiedzialność za swoje czyny. dopieprzyłam ostro pisząc koledze, że właściwie to jest tylko zlepkiem liter przechowywanym na poczcie. że nikim konkretnym……….
ostro, wiem. bardziej uprzedmiotowić go nie mogłam i bardziej sprowadzić samą siebie do parteru też nie. chciałam zwrócić na siebie uwagę niczym małe dziecko używając przy tym tak prymitywnych sposobów. jak się później okazało, kolega miał wtedy jakieś problemy i cóż.. obchodziły go one wtedy bardziej niż moje sprawy. normalka. miałam wtedy jakiś żal, że nie pisał do mnie wylewnych maili o tych swoich problemach i nie szukał pomocy u nowo poznanej koleżanki internetowej (sidła internetowych znajomości – wpadłam) na szczęście jednak zachował się w tej sytuacji bardzo fajnie i napisał, że może jednak da się tu coś naprawić. ta reakcja bardzo mi zaimponowała :) było mi głupio, ale przełknęłam jakoś tą swoją głupotę i teraz jest ok.
hm. tak sobie myślę… chyba nie da się uniknąć jakiś zgrzytów żyjąc wśród ludzi. najważniejsze to umieć sobie radzić z własnymi i cudzymi błędami. no i przede wszystkim umieć się do nich przyznawać. wtedy wszystko będzie do odkręcenia i do zrozumienia. wtedy da się jakoś współżyć bez chęci uciekania na bezludną wyspę. bo przecież jesteśmy stworzeni do tego by żyć w grupie. więc trzeba tylko zadbać o to, by żyć i pozwolić żyć innym (mój ulubiony wyświechtany frazes;) i wtedy będzie grać.
Przemo powiedział
30 kwiecień 2008 @ 3:38 pm
“…”ty” – informacja zwrotna. ”
Masz w sobie coś z informatyka :)
Czasami łapie się na takich dziwnych zapędach, na posiadaniu ambicji do bycia Bogiem. Objawia się to tym, że czasami chcialbym kontrolować to kto z kim rozmawia, z kim się trzyma itd. Dotyczy to moich przyjaciół. Generalnie wywieram pewien nacisk dla ich własnego dobra. Czasami sobie odpuszczam i wtedy ci, na których mi zależy ładują się w kłopoty. Nie nazwałbym tego manipulowaniem, raczej opieką. Staram się trzymać najbliższych przyjaciół z dala od “złych znajomych”.
Ci źli znajomi nie są złymi ludźmi, ale mają problem z poczuciem własnej wartości i odnalezieniem swojego miejsca na ziemi.
Nie wiem jak to wyjaśnić, może konkretny przykład. Siedzący pod blokiem, handlujący prochami dresiarz nie jest wcale niebezpieczny. Prawdziwe niebezpieczeństwo stanowi sympatyczny “koleś”, z którym można długo rozmawiać o muzyce i filmach, który generuje konflikty, wdaje się w bójki, traktuje swoją dziewczynę jak zabawkę.
To tak jak niedouczony informatyk, który chcąc usunąć usterkę zepsuje totalnie wszystko w komputerze i powie “mnie tu nie było”. Niestety znam kilka takich osób i staram się ich omijać, narzucam to także przyjaciołom.
Nie chodzi może o całkowity dobór środowiska, bo jednak każdy ma własny rozum i jakiś tam instynkt samozachowawczy, dzięki któremu nie ładuje się w problemy ale bywa, że jakiś burak jest postrzegany jako mój “ziomal” (wtedy trzeba uważać).
Spory są nieuniknione. Rzadko martwią mnie kłótnie z moim udziałem. Przeżywam je jedynie wtedy kiedy zależy mi na osobie, z którą się pokłóciłem ale takie spory nie są czymś normalnym.
Wewnątrz “ja” istnieją pewne strefy nienaruszalne i spory między ludźmi bliskimi sobie pojawiają się wtedy gdy druga osoba zechce ingerować w to co nie powinna.
Taka teoria. Dziwna w sumie :D
ppp powiedział
30 kwiecień 2008 @ 11:13 pm
hehe jednak myślę (pomimo Twego wcześniejszego wpisu), że to jest chyba właśnie także “rozkminanie”…niektórzy ludzie nie zastanawiają się nad takim kwestiami….czasem im zazdroszczę…
“nadwrażliwość to mój wróg..przerost duszy nad rozumem, w głowę kopcie mnie,może..może ozdrowieję..”!!
“…obronie obrazu siebie samego trzeba te drzwi zamknąć bez względu na to jak bardzo ciężko się je zamyka i jak bardzo skrzypią.” – bardzo dobrze powiedziane, na tym między innymi chyba polega bycie dojrzałym, na pewnej weryfikacji…
szlag mnie trafia jak widze znajome pary, relacje między bliskimi mi osobami, które opierają sie..hmm no właśnie – na czym??…polegające na zmienianiu tej drugiej osoby, by w końcu otrzymac choć namiastkę swojego ideału, na nieustannym “urabianiu” drugiej osoby, dla mnie to odbieranie siebie, może to górnolotnie zabrzmi ale w jakimś sensie także człowieczeństwa…
ehh temat, który poruszyłaś to w ogóle teamt rzeka….ile osób na świecie (że tak banałem pojade:) tyle relacji… generalnie nie powinno sie oceniać, wiadomo każdy ma inne potrzeby, ideały, uczucia,próg wrażliwości……jednak czasem to co obserwuje…ręce opadają…
genialny film(mój ulubiony własciwie) “Plac Zbawiciela”…opowiada własnie o takich chorych relacjach międzyludzkich, puentą może być, w przypadku tego filmu, myśl, iż “ludzie ludziom zgotowali ten los…jesli nie widziałaś filmu – Polecam, chętnei podyskutuję:)
historia znajomości internetowej..ciekawy przykład…ale myślę, iz najwazniejsze to potrafić obiektywnie spojrzec na daną relacje, potrafic przyznac sie do błedu i wyciagnąc wnioski na przyszłośc..może to wąłanie jest miara dojrzałości…byle tak dalej:)
eh dużo tu jeszcze jest do napisania, ale obawiam się,że zaczynam bredzić:):/
pozdrawiam:)
strych powiedział
1 maj 2008 @ 11:20 am
“…”ty” – informacja zwrotna. ”
Masz w sobie coś z informatyka :)
- albo informatyka ma coś w sobie z psychologii, lub na odwrót ;)
***
Przemo, jak się pewnie zorientowałeś, to Ty jesteś tym internetowym kolegą, któremu wykręciłam taki prymitywny wałek ;) na szczęście było to dawno i nieprawda ;) wiesz, tak sobie właśnie myślę.. no bo właśnie z tego co Cię znam to Ty właśnie masz takie zapędy apodyktyczne. tzn nie, żebym twierdziła, że źle robisz, ale często pisałeś coś o pomaganiu innym, kierowaniu nimi, robieniu czegoś za nich, wręcz zdaje się, że chciałbyś za nich myśleć. być może wychodzi im to na dobre, ale czy aby na pewno? tzn uważam, że fajnie jest mieć takie cechy, które pozwalają na zapobieganie różnym nieprzyjemnym sytuacjom (z resztą.. sama sie przecież o tym przekonałam, że takie masz) ale czy ingerowanie, uważasz, zawsze wychodzi na dobre? jak to się mówi : czasem trzeba dać se po mordzie.
no i grasz rolę takiego taty, który chroni wszystkie dzieci przed złem tego świata. jako pedagog, od razu mam na myśli przemka, który ma już swoje dzieci i chce za nich podejmować każdą decyzję. ekstremalne wyobrażenie, ale przesłanki ku niemu są. ciekawe skąd Ci się to wzięło. najgorsze w tym wszystkim jest to, że czasami i Ty na tym ucierpisz (no nie?). automatycznie przypomina mi się pewien wykład z pewną panią profesor z wrocławia, która opowiadała nam o tym jak trudno być bezstronnym rozjemcą. to zadanie prawie niewykonalne, bo człowiek zawsze, ale to zawsze angażuje się w sprawę, z którą ma do czynienia – tym bardziej gdy grają w niej duże emocje.
reszta po przerwie ;)
strych powiedział
1 maj 2008 @ 12:09 pm
hehe jednak myślę (pomimo Twego wcześniejszego wpisu), że to jest chyba właśnie także “rozkminanie”
- tak, bez dwóch zdań masz rację. ale to zależy co się rozkminia. w tamtym tekście chodziło mi o konkretną sferę mojego życia: związki. poza związkami, których nie ma co rozkminiać ;) jest cała gama innych tematów – do rozmyślań – bardzo wdzięcznych. powyższy tekst to dopiero początek moich rozmyślań na temat ludzi i tego wszystkiego, co się z mini wiąże. będę o tym gadać aż Wam się znudzi ;) bo mogłabym nawijać w nieskończoność.
“nadwrażliwość to mój wróg..przerost duszy nad rozumem”
- fajne :) coś w tym stwierdzeniu jest…
“relacje między bliskimi mi osobami, które opierają sie..hmm no właśnie – na czym??”
- o tak, to temat rzeka…
widziałam plac zbawiciela. i nie wiem sama co bardziej, po jego obejrzeniu, mną targało. żal, wściekłość, smutek, współczucie, chęć zrozumienia każdego z osobna.. przecież każdy bohater tego filmu miał swoje racje. jak myślisz? gdzie leżał tu największy błąd? moim zdaniem w tym, że każdy, ale to każdy był egoistą i liczyły się dla niego tylko własne interesy. nie było współżycia. a bez współżycia nie ma zgody i nie ma szczęścia. a przecież czasami trzeba zrezygnować z czegoś by osiągnąć wyższy cel. to bardzo dobry film, bo porusza uniwersalne problemy. nasze własne problemy.
***
o samych internetowych znajomościach to dopiero można pisać.. na pewno nie omieszkam … ;) kiedyś.
“eh dużo tu jeszcze jest do napisania, ale obawiam się,że zaczynam bredzić:):/”
- pisz pisz pisz !!!
jeśli o bredzenie chodzi to ja tez często bredzę. na ten przykład słyszę czasem, ze to co tu wypisuję jest totalnie niezrozumiałe albo tak zagmatwane, że trudno ułożyć to w jakąś całość. pomijając jeden wpis, który specjalnie jest niezrozumiały bo miał odzwierciedlać młyn, który miałam w głowie podczas morderczego tzw “długiego zjazdu” na moich studiach, to reszta ma jakiś zamysł i staram trzymać się jednego tematu ;) tym bardziej, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mam zajebiste zdolności “pływania” w moich wypowiedziach ;)
Przemo powiedział
1 maj 2008 @ 11:04 pm
:) Właśnie tak sobie pomyślałem, że… choć zmieniłem prace na lżejszą, ambitniejszą, lepiej płatną i mniej czasochłonną to i tak mam za mało czasu. Być może jest to przypadek. Czas który zaoszczędzę dzięki nowej pracy i tak oddam moim znajomym, którzy rozstają się ze sobą, sprzeczają się i mają problemy. Czasami zastanawiam się, jak się układa Twoje życie ale zwyczajnie nie chcę się “wpieprzać” z mailami i pytaniami, bo możesz nie mieć czasu. No i… co z tą prezentacją?
Obecnie Twój WP bardzo mi pomaga. Wydaje mi się, że cały internet jest cholernie nudny, natomiast tu chętnie zaglądam. Wiem, że przeczytam coś ciekawego i zobaczę trochę sztuki. Być może z tego wszystkiego uda mi się czasami wyłuskać kawałek Twojej codzienności.
Nie chodzi tu wyłącznie o to, że sieć jest nudna a tu jest coś ciekawego. Dziwnie się teraz czuję muszę podjąć ważną decyzję. Czego bym nie zrobił – będę się cieszył i będę żałował. Problem chyba mnie przerasta, dwie ważne dla mnie osoby oczekują moich odmiennych decyzji. zaglądam więc w poszukiwaniu jakiejś wskazówki. Odnajduję drobiazgi, które poszerzają spojrzenie. Dziękuję.
strych powiedział
2 maj 2008 @ 4:28 pm
a mnie się wydaje, że jesteś w roli jakiegoś takiego.. nie wiem.. kogoś, kto musi czuc się odpowiedzialny za losy ludzkości. dlaczego?
ciesze się, że strych czymś komuś może się przysłużyć.
no tak, Ty i te Twoje wieczne decyzje.. :) decyzja, którą podejmiesz na pewno będzie tą najlepszą ;)