woda
dziś też woda. z tym, że nie pływałam, tylko widziałam ją z góry. w dole płynęła rzeka, która nie wyglądała jakoś strasznie. widać było, że płytka, czysta, bystra. ale bałam się jej jak ognia! (taki mały idiom;) postawiłam sobie w tym śnie jakieś potwornie trudne zadanie. oczywiście koniecznie chciałam przejść na drugą stronę rzeki. zamiast więc zejść z brzegu i przejść po dnie (na prawdę było płytko, widać było kamienie, słońce odbijało się wesoło od wody, przejście przez tą rzekę byłoby na pewno przyjemne), ja wybrałam wspinanie się na rurę (z gazem? nie wiem – nie była żółta, z jakąś gorącą niebezpieczną cieczą chyba. była czerwono-czarna).
czasem ponad rzekami, w takim miejscu jak to, w którym mieszkam, są takie rury. jakieś gazociągi czy coś. kiedyś faktycznie – za małolatka – wspinałam się po takich z kolegami..
no więc wspięłam się na tą rurę i zaczęłam przesuwać się w kierunku drugiego brzegu. bałam się wysokości, jaka dzieliła mnie od ziemi. wiedziałam, że jak spadnę to po mnie. w ręce wrzynały mi się metalowe linki, których się trzymałam, a rozgrzana rura parzyła. udało mi się jednak przejść na drugą stronę. później znalazłam się na ulicy, która w rzeczywistości jest niedaleko mojego domu. była – jak zwykle pusta (tam nikt nie mieszka) i szłam w kierunku domu. idę, idę, idę.. ta ulica nigdy się nie kończy (faktycznie jest cholernie długa)..
Przemo powiedział
15 kwiecień 2008 @ 6:22 pm
Mnie też często śni się woda. Kiedyś nawet chcieliśmy z kumplami zatrudnić się jako most pontonowy na Motławie ale jakoś się nie złożyło :D
Jak byłem mały to też chodziliśmy po takich rurach, jak przyjeżdżałem do Kartuz na wakacje. Kiedy dostałem dowód osobisty i zamieszkałem w Kartuzach stwierdziłem, że picie piwa i spacery po tych rurach to niezbyt bezpieczne połączenie. W związku z tym odpuściłem sobie (udaję dorosłego).
strych powiedział
16 kwiecień 2008 @ 7:15 am
o tak, to bardzo niemądre. ale ludzie w pewnym wieku mają właśnie masę takich niemądrych pomysłów. teraz gdy wspomnę o tym co wyprawialiśmy za młodu, to łapię się za głowę. wydaje mi się jednak, ze dzieciaki potrzebują silnych bodźców (a chłopcy to już w szczególności) a ryzykowne zachowania ich właśnie w taki sposób stymulują…