lody

14 kwiecień 2008 at 7:19 am (nocnik)

tak jak myślałam – pisanie w tej kategorii nie będzie najprostsze. a to dlatego, że opisywanie snów narażone jest w moim przypadku na liczne pułapki. mianowicie często moja głowa nie może zdecydować się na jeden motyw i śni mi się tysiące różnych historii przeplatających się jedna z drugą, a które – wydaje mi się – nie mają ze sobą nic wspólnego. pisać jak leci – bez sensu, bo nic z tego nie będzie wiadomo. opisywać wszystkie po kolei i odrębnie – nie sposób. więc który motyw wybrać jako przewodni? trudna sprawa..

***

często śni mi się woda i że pływam. nie wiem dlaczego. jedyne rozwiązanie, jakie mi przychodzi do głowy to to, że nie umiem pływać a bardzo bym chciała (jestem zodiakalną rybą – taki mini paradoks;) moje pływanie we śnie zawsze jest bajecznie łatwe, przyjemne i bezpieczne. nigdy się nie męczę tym pływaniem. a charakterystyczne jest to, że często w tym śnie pływam ponad wodą – nie dotykam jej ani koniuszkiem palca.

dziś też śniła mi się woda, ale pływałam tym razem na tratwie. chciałam dopłynąć do wysepki, właściwie takiego budynku na środku jeziora (może rzeki? nie wiem). ta wyspa-budynek to był nasz azyl – ja i grupa moich najbliższych przyjaciół mieszkaliśmy tam sobie. ale nastała burza i piorun trafił w nasz domek. wszystko się spaliło. uciekliśmy stamtąd, ale nie wszyscy. została jedna parka ze swoim malusieńkim dzieciątkiem. postanowili nie opuszczać wyspy i mieszkać w tych zgliszczach. załadowałam na tratwę jakieś rzeczy (nie wiem co), które chciałam im dostarczyć i zaczęłam machać wiosłami, za które służyły mi ogromne łyżki stołowe :D

***

druga część snu, którą zapamiętałam doskonale to potworny upał. nieziemski upał. szłam przez wioskę mojej babci (wiedziałam, że to wioska mojej babci bo ciągle widziałam wnętrze jej domu, choć byłam poza tym domem) i znalazłam kawałek cienia – ogromne drzewo. na tym drzewie siedzieli koledzy z podstawówki (wszyscy z jednej klasy – rocznik wyżej ode mnie – klasa, zdaje się, “C”:) okazało się, że przyjechali na wakacje do Jas (nie wiem skąd wiedziałam, że wszyscy studiują w KrK – w rzeczywistości tak nie jest). Ci wszyscy koledzy byli strasznie naćpani – nie można było sie z nimi dogadać :) nagle pozłazili z drzewa i poszli. a ja podeszłam do maszyny z lodami, która stała pod drzewem, i ukręciłam sobie ogromnego loda. takiego dużego, że pomyślałam, że nigdy go nie zjem..

Napisz komentarz