prawie zapomniałabym…

28 marzec 2008 at 10:21 pm (filozofia codzienności)

przypomniałam sobie, że kilka lat temu było zupełnie inaczej.

kilka lat temu nosiłam w sobie  permanentne przekonanie, że dzień, w którym dokonam czegoś nieosiągalnego będzie dniem spełenienia wszystkich mych pragnień. dziś właśnie jest taki dzień. przypomniałam sobie o tym nieosiągalnym idąc ulicą św.Marka w Krakowie. pamiętam jak omijałam tą ulicę, jak nawet nie patrzyłam w tamtą stronę, jak serce podchodziło do gardła..

jak obrze, że dziś akurat przechodziłam tamtędy. że zapomniałam omijać i nie patrzeć w tamtą stronę. inaczej nie dotarłoby do mnie, że moje marzenia się spełniają..

dzisiaj dokonałam czegoś, co wydawało się niemożliwe. przyszło mi to z taką lekkością, że nawet nie wiem co powiedzieć.. mogę tylko uśmiechać się na myśl o przeszłości :)

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

h

26 marzec 2008 at 9:39 am (tawerna)

w wieczorynce była świnka pepa :)

Bezpośredni odnośnik 6 komentarzy

hubert

26 marzec 2008 at 9:33 am (tawerna)

ten koleżka póki co jest mym najczęstszym obiektem rysunkowym. wale nie było łatwo przetrzymać go na jednym miejscu dłuższą chwilę. w książce do psychologii rozwojowej napisali, że ten wiek (w którym gałgan teraz jest) charakteryzuje się “głodem ruchu” :)  aby usadzić go na pupie musiałam poświęcić mój najnowszy ołówek automatyczny (co widać na rysunku) i podarować mu szkicownik. ale warto było, jak zawsze z resztą :)

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

ja psychologiczne

18 marzec 2008 at 11:28 am (filozofia codzienności, tawerna)

oto co powstało naprędce podczas jakichś tam ćwiczeń na uczelni. to moje ja. zadanie polegało na narysowaniu obrazu siebie (oczywiście nie koniecznie musiała być to postać, a jeśli ktoś postać rysował to nie jest to naturalnie też bez znaczenia). profesorka rzuciła okiem i mówi: pani narysowała ja psychologiczne.
może macie jakiś pomysł na interpretację obrazka? czekam z niecierpliwością jakiegoś komentarza. można komentować bez oporów;)

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

chmury typu stratus

18 marzec 2008 at 10:17 am (filozofia codzienności)

zawiesiłam się wpół myśli. patrzę przez okno. warstwa chmur zdaje się przygniatać dachy budynków, sypie się rzęsisty deszcz. ale to nie są ciężkie krople. te krople wydają się nie mieć ciężaru. a jednak spadają do celu tworząc spore kałuże w asfaltowych depresjach. muszą mieć jednak – myślę sobie – jakąś masę, inaczej nie przyciągnęłaby ich grawitacja.

widzę tego chłopaka krążącego tu już od pół roku. na oko ma jakieś 18-19 lat. codziennie maszeruje tam i z powrotem przenosząc różne paczki, kartony, folie i inne remontowe śmiecie. zastanawiam się ile kilometrów przeszedł przez te sześć miesięcy, odkąd zaczął tu dreptać. od pół roku ustawicznie kursuje na trasie budynek-kontener z typowym dla siebie wyrazem twarzy – uśmiechem, za którym jednak z pewnością nic się nie kryje. założę się, że nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, zdradzającego jego niski iloraz inteligencji, wyrazu twarzy..

cóż takiego może kocić się w jego głowie – zastanawiam się pomiędzy jednym a drugim kęsem bułki francuskiej z wiśniową frużeliną. czy o czymś marzy? za czymś tęskni? coś go boli w duchu lub też raduje się z czegoś? czy przeżywa cokolwiek? czy po prostu żyje swym dniem bez refleksji..

no i właśnie: jak wygląda jego dzień? budzi się rano (pewnie wcześnie, bo jak przychodzę do pracy, on już tu jest), coś zapewne zjada (słowem: zaspokaja podstawowe potrzeby, które Maslow umieścił w swej piramidzie na samym spodzie) i wyrusza na codzienny szlak. dzień w dzień. czasem na głowie ma tą śmieszną czapkę założoną tył naprzód.

hm. mogłoby mi być nawet go szkoda. tym bardziej gdy uświadamiam sobie jaki świat jest różnorodny gdy tylko ma się czym go pojmować. ale czy on na prawdę tego potrzebuje?

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »