01.02.2010

7 Luty 2010 at 9:18 pm (fasolka)

Świat stanął na głowie a porządek rzeczy uległ defragmentacji. Tosia jest już na świecie!
Trudno opisać słowami to wydarzenie. Można powiedzieć, że to coś wprost nadludzkiego, gdyby nie to, że jednak doświadczyłam i przeżyłam :) Tak czy siak – niewątpliwie trudna sprawa. Wielkie przeżycie.

Nie mogłam doczekać się chwili, gdy zobaczę swoje maleństwo. W momencie, gdy się to stało, nie było ważne już nic, co wydarzyło się wcześniej. To kolejna sprawa, którą trudno wyjaśnić. Po nieopisanym bólu i ogromnym wysiłku związanym z porodem zalała mnie fala czystej miłości i w momencie nie ważne stało się to wszystko, co musiałam przeżyć. Ta istotka w małym ciałku leżała na moim brzuchu i wołała do świata, że oto jest.

I od tego momentu wszystko mi się poprzewracało. Dobrze, że w każdym momencie mogę liczyć na Miśka :*

To, co czuję teraz to maksymalnie wybuchowa mieszanka skrajnych emocji. Totalny Baby Blues:) Przede wszystkim jednak jestem szczęśliwa – tak prawdziwie i głęboko szczęśliwa. Jestem tak szczęśliwa, że nawet nie podejrzewałam, że takie coś odczuwać można. Czy może przydarzyć mi się coś jeszcze piękniejszego?

Bezpośredni odnośnik 7 komentarzy

wsłuchaj się w słowa, dźwięki – wszystko masz w zasięgu ręki!

25 Styczeń 2010 at 10:31 am (filozofia codzienności)

:)

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

tik tak tik tak…

21 Styczeń 2010 at 9:32 pm (fasolka, filozofia codzienności)

Zabawne, od miesiąca mam przeczucia i nic z nich nie wynika. Wydawało mi się na początku, że maluszek pojawi się jeszcze przed Nowym Rokiem. Nowy Rok nadszedł jednak i nic. Później wpadłam w wir przygotowań więc przez kolejne dwa tygodnie wolałam nie urodzić jeszcze. Jednak gdy już wszystko zostało dopięte na ostatni guzik – znów pojawiły się przeczucia. Nic z tego jednak – mała ani rusz. Zabrałam się więc za pisanie pracy. Kolejny rozdział skończony – kilkanaście dni intensywnego wysiłku intelektualnego i wielkie zadowolenie – bo plan dotyczący magisterki nad-wykonany. Właśnie skończyłam. Tak więc po raz trzeci zaczynam przeczuwać :)

W ostatnich dniach zostały nawet poczynione pewne zakłady w rodzinie. Babcie obstawiały Dzień Babci (no niestety, właśnie się kończy), dziadkowie Dzień Dziadka z adnotacją, że w takim razie może to jednak chłopak (co też im do głów przyszło?). Siostry prosiły, bym nie rodziła w sobotę, bo obydwie mają zaplanowane ważne sprawy i nie będą mogły zaangażować się należycie w świętowanie urodzin Tosi. Misiek natomiast zażyczył sobie właśnie, żebyśmy urodzili w poniedziałek, bo wtedy będzie to fajny akcent na jego własne urodziny a poza tym w przyszłym tygodniu zaczyna popołudniowe dyżury w pracy, których nie lubi – dobrze by było więc pójść wtedy na tatusiowy urlop. Cwaniak :>

Myślę jednak, że chcąc nie chcąc – musi się to stać niebawem. Termin wyznaczony mam na sobotę więc nie może to trwać dłużej jeszcze niż kilka dni. Chodzę sobie jak pingwinek – bujam się z boku na bok i raz po raz przeglądam czy wszystko na pewno gotowe. Czas płynie tik tak tik tak tik tak…

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Zwiastuny nadchodzącego…

16 Styczeń 2010 at 4:48 pm (fasolka, filozofia codzienności)

Śpimy – jak to się mówi – w butach. Choć jak na złość akurat dziś zepsuł się samochód. Na szczęście jednak to nie taki duży problem – szpital jest niedaleko. Jeśli trzeba będzie, dojdę tam choćby i na piechotę. To nawet byłoby chyba korzystne biorąc pod uwagę modę na tak zwany poród aktywny ;)

Jakoś tak dziwnie zabrałam się wczoraj z zapałem do pisania pracy mgr. Jeśli mała da mi jeszcze kilka dni – skończę kolejny rozdział. Zabawne :) Zastanawiam się skąd mi się to wzięło? Być może to dlatego, że wszystko już przygotowane i nie mam się czym zająć? Czymś przecież muszę zabić czas i ułatwić sobie oczekiwanie – inaczej będę się stresować. Z drugiej zaś strony dziwne to mimo wszystko, że mam w sobie aż tyle energii – inaczej wyobrażałam sobie ostatnie dni przed porodem. Ale to miła niespodzianka – ostatecznie to, czego najbardziej nie lubię, to nie mieć siły.

Najbliższe dni (może godziny?) dzielą mnie od spotkania z moim maluszkiem. Już się nie mogę doczekać…

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

“dla mojej córki kawałek”

12 Styczeń 2010 at 12:13 pm (fasolka, filozofia codzienności)

Emocje szaleją. Raz chce mi się śmiać a zaraz znów płakać. W momencie potrafię się zdołować a zaraz znów nastrój wraca rewelacyjny i chce mi się wszystko. Karuzela niesamowita. Trudno to wytrzymać.

W ramach drobnych przyjemności poszłam sobie dzisiaj z rana do kosmetyczki. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy bo jakoś takie sprawy na co dzień mnie nie kręcą ;) ale dzisiaj akurat wprawiło mnie to w doskonały nastrój. Poza tym postanowiłam skupić się teraz już tylko i wyłącznie na sobie. Czasem trzeba.

Za to jestem pozytywnie zdziwiona Miśkiem swym, który to w ostatnich dniach emocjonalnie angażuje się w to, co niebawem ma nastąpić. Bardzo to fajne jest i sprawia, że czuję się dobrze.

Siedząc u kosmetyczki naszły mnie takie refleksje, że w zasadzie możemy mówić o dużym farcie. Mamy siebie, mamy zdrowie,  mamy rodzinę, na którą możemy liczyć, mamy przyjaciół, mamy pracę na etacie, mamy za co się utrzymać, mamy gdzie mieszkać, mamy stałe łącze internetowe ;) mamy już wózek i paczkę pieluch w szafie, będziemy mieć dziecko.

chlip chlip (wzruszyłam się;)

Można chyba mówić o szczęściu w naszym przypadku..

Czuję się dzisiaj tak fajnie a Misiek od rana chodzi i słucha:

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »