jak ja to widzę..
Przypomniała mi się ostatnio rozmowa ze znajomym, która odbyła się już dobrych kilka lat temu. Pewnie nie przyszłaby mi ona do głowy, gdyby nie ostatnie wydarzenia dotyczące kontrowersyjnego zajścia w ciążę. A mianowicie..
Mój znajomy opowiadał mi kiedyś o swoim koledze, który kocha żagle. Kocha je do tego stopnia, że przez okrągły rok zbiera fundusze by urlop spędzić gdzieś na obcych morzach. Wszystko było by super, gdyby nie to – opowiada mój znajomy, że po to by spędzić swój urlop na żaglowcu, sycuje na wszystkim, na czym się da. Cierpią przez to najbardziej dzieci, które pozbawione jakichkolwiek wakacyjnych atrakcji – wysyłane są najwyżej do dziadków. Żona tego żeglarza jest wiecznie o to wkurzona o namawia go by zmienił nieco swoje postępowanie w tej kwestii. Narastające przez lata ciśnienie w tej sprawie odbija się także na kumplach, którzy w tych żaglowych wycieczkach również biorą udział – w tym na moim znajomym.
Zapytałam go wtedy co on o tym sądzi. Odpowiedział, że rozumie podejście żony, ale z drugiej strony przecież wiedziała o jego pasji więc nie ma prawa się teraz strzępić. I tu zdębiałam.
No tak, ona wiedziała o jego pasji, ale pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że pasja ważniejsza będzie dla faceta niż własna rodzina i zapewnienie jej dobrych materialnych warunków. Przecież on, żeniąc się i płodząc dzieci, także wiedział z czym to się wiąże więc ja się pytam o co kaman?
Po wymianie zdań na ten temat, mój znajomy przyznał mi rację. Powiedział, że w sumie sam miał pewien dylemat moralny proponując raz za razem wspólny trip temu gościowi. No i miał rację z tym dylematem.
Jedni powiedzą pewnie, że to w ogóle nie jego sprawa – inni natomiast (w tym ja) stwierdziliby zgodnie z sumieniem, że facet robi źle i nie powinien zyskiwać co do swych czynów społecznej aprobaty. Cóż.. nadal podtrzymuję więc swoje zdanie co to koleszki od ciąży. Jakoś nie umiem spojrzeć na to inaczej.
Tak mnie wychowano, sądzę że nie najgorzej.
o pomidorkach
Nie wiem co mnie napadło!
Heh. Nie po to kupiłam pomidory i mozzarellę by na kolację wtrynić nugetsy z kurczaka oraz surówkę z pekińskiej kapusty i litrem majonezu. Do tego wszystkiego ostry sos. Chyba oszalałam!
Aż się boję co mi się przyśni po tym ciężkostrawnym żarciu :/
zanik
Powzięłam decyzję – chodzę na piechotę. Oczywiście bez przesady, tylko wtedy, kiedy jest to możliwe. Właśnie po to aby tej przesady uniknąć, postanowiłam zmienić swoje nastawienie do wożenia zadka. Od dziś chodzę na nóżkach! To ekonomicznie, ekologicznie i zdrowo. I wszystko byłoby super, gdyby nie zanik umiejętności poruszania się po chodniku – szczególnie zimą.
Lubię jeździć – aż do przesady. Gdybym była nieco mniej refleksyjną osobą, pewnie woziłabym się nawet do sklepu oddalonego o 300 metrów. Znam ludzi, którzy tak robią ;) Ja jednak nie popadłam w aż takie lenistwo (na szczęście) i to głównie dzięki Griszce. Choć także przez niego mam ciągły niedosyt jeżdżenia. To śmieszne, ale prawie za każdym razem kłócimy się o to kto prowadzi. Gdy jedziemy w dłuższą trasę, przed wyjściem z domu przypomina mi bym wzięła książkę, bo „przecież mam tak mało czasu na czytanie”.
Jednak do rzeczy. Od kilku dni uczę się chodzić po zimowym chodniku. Pierwszy raz był najgorszy – buty ślizgały się okropnie a ja chwiałam się jak dzieciaczek stawiający pierwsze kroki. Ważna informacją jest, że buty miały płaską podeszwę. ( Z podziwem patrzę na te wszystkie dorosłe panie śmigające po śniegu w szpilkach. Nie wiem jak one to robią!) Miałam wrażenie, że poruszam się w ślimaczym tempie a przy tym męczyłam się jak na aerobiku. Za każdym kolejnym razem idzie mi coraz lepiej, ale nadal czuję, że nie panuję do końca nad tym tematem. Dziś mało nie wywinęłam łazana (cyt. Cec) rozsypując na chodniku śliczne małe pomidorki cherry.
Nie zamierzam się jednak poddawać. Nikt nie mówił, że rzucanie nałogu (poruszania się wyłącznie samochodem) będzie proste.
;)
popsuta żona
Zgłodniałam. Przeglądanie internetu potrafi nie na żarty zmęczyć człowieka a człowiek zmęczony chętnie by coś przegryzł. Niby już za późno (wg reguł narzuconych przez siebie samą i traktowanych jako „zdrowe”), ale „małe co nieco” to może nie taka ogromna zbrodnia. Opuściłam więc swoje krzesełko i zapuściłam się wgłąb mieszkania w poszukiwaniu czegoś smacznego. Nos mnie nie zawiódł, coś w domu wyraźnie pachniało. Weszłam do pokoju i ujrzałam leżący na stole talerzyk a na nim małe kanapeczki przyrządzone dość fikuśnie i z wyraźną dbałością o szczegóły. Spojrzałam badawczo na Miśka i początkowo nie wiedziałam jak zareagować – nie miałam pewności czy czasem to nie jego kolacja. Dlaczego jednak miałaby leżeć sobie spokojnie z dala od niego, gdy on tymczasem wyłożony na leżance oglądał jakiś arcyciekawy program? – pomyślałam. Po krótkiej chwili (napawania się moją reakcją;) powiedział : „zrobiłem ci kanapki, masz ochotę?”.
***
Dzisiaj nie daje mi spokoju jedna sprawa, otóż mam kolegę a kolega ma żonę (skądinąd bardzo sympatyczną). Są parą od dawna – tak długo, że nie mieści mi się w głowie to, jak długo można być z kimś (przed ślubem). No, teraz są już małżeństwem, ale to zdaje się nie robi wielkiej różnicy, przynajmniej jemu. Ponieważ znamy (lub może znaliśmy się) dość dobrze to wiem, że kolega nie widział w swym życiu takiej opcji by być ojcem. Co innego jego żona, choć nie narzucała się raczej z tym tematem. Układ był taki, że dzieci nie będzie. Jednak gdy uprawia się seks to trzeba się liczyć z tym, że żadne zabezpieczenie nie daje 100% pewności.
Kiedyś wydawało mi się, że po ślubie to się już raczej nie wpada – ponoć to błąd tak myśleć. Sytuacja wyżej wspomnianych ludzi jest tego przykładem. Do rzeczy jednak.. jak już wspomniałam – każda aktywność człowieka (w tym przypadku seksualna) może pociągać za sobą pewne konsekwencje a człowiek dojrzały i odpowiedzialny, zdając sobie z tego sprawę, powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny. Wydaje się jednak, że ta sprawa dla mojego kolegi jest zbyt trudna.
Kolega nie zaakceptował faktu, że jego żona jest w ciąży. Po prostu w jego świecie miejsca na dziecko nie ma, on nie byłby w stanie odnaleźć się w takiej rzeczywistości, generalnie rzecz ujmując dziecko jest jej a on ręce od sprawy umywa.
Przykro nam z tego powodu. Choć nikt z nas, z jego żoną włącznie, tą reakcją się nie zdziwił to i tak jest nam ogromnie żal. Ja jako żona i matka po prostu nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój mąż i ojciec mojego dziecka odcina się od tematu. Misiek sytuację skwitował zdaniem: „żona zaszła w ciążę więc się zepsuła- jak przedmiot”. Heh…
Nie wiem jak zareaguję gdy kolegę spotkam na mieście. Pewnie po prostu przejdę obojętnie. Szacunku nie można mieć bowiem do człowieka, który nie szanuje innych – szczególnie swoich bliskich.
28 Styczeń 2012